Forum Polskiego Instytutu Psychoterapii Integratywnej
w Krakowie

Koniecznie zapoznaj się ze zmianami w dziale INFO->NEWS
Teraz jest Pn paź 25, 2021 11:45 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 163 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Wt cze 24, 2008 9:08 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Bardzo się cieszę , że znalazłaś czas i pomyślałaś o nas pomimo wielu obowiązków

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za informację

Piotr S

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz cze 26, 2008 11:28 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam serdecznie, dzięki Piotrze za słowa uznania, ale zadziałałam nie z powodu werwy, tylko doła w jaki wpadłam po ostatniej sesji. Ja się w takich stanach uaktywniam, żeby się nie pogrążać jeszcze bardziej. Efekt tego mojego przyłamania jest taki, że pomyłam okna w domu przejechałam z 50 km na rolkach ( oczywiście nie na raz) zupełnie się nie denerwuję egzaminem mojego syna. Więc same pozytywy, oprócz tego, że się czuję do dupy..
Robert mi pomógł, na ile to było możliwe- jestem mu za to naprawdę wdzięczna i mile zaskoczona.
Pozdrawiam serdecznie Ciebie Piotrze, Szanowną Małżonkę Dorotę, oraz wszystkich, którzy nas podglądają, ale się nie odzywają
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz cze 26, 2008 9:45 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Bo łatwiej jest podglądać niż się odezwać:)
Grupa dużo znaczy ,lecz bez Andrzeja
gdy wszyscy mogą podejrzeć trudno pisać...
Ja też ...:( nieciekawie, zawsze jednak może być gorzej.
Ważne by wiedzieć dlaczego,nie cieawie :roll:
Tak więc Moniczko nie jesteście sami!!!


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt cze 27, 2008 8:50 am 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
witajcie , napewno nie będzie łatwo pisać ale sie rozkręcimy .
ja mam jeszcze pozostałości po wrzątku , za to przynajmniej nie musze sie opalać .szczególnie czekam na jolę -zeby dała mi kilka matczynych rad

pozdrawiam

Dodane po 18 minutach:

moniczko - proszę.

Dodane po 52 sekundach:

bardzo


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt cze 27, 2008 10:11 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam Was wszystkich serdecznie, a zwłaszcza nowozarejestrowanych- cztery osoby to już 1/4 grupy. Mam nadzieję, że reszta się zapisze, to wtedy utajnimy to forum, będzie nam łatwiej pisać, masz rację Bożenko, ze trudno się zdobyć na 100% szczerości, kiedy wiadomo, ze każdy może wejść i poczytać. Co do gówna, które zalega nam dusze- to moim zdaniem nie ma wyjścia, jak nauczyć się z tym żyć i w miarę możliwości mieć to gdzieś- niestety czasem to trochę mnie przerasta. miłego week-endu
pozdrowienia
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt cze 27, 2008 9:32 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Co do "gówna kture zalega dusze" podziele się wiedzą rolniczą 8)
jak by na to niepatrzeć jest to nawóz!!! a bez niego żadna roślina nie urośnie,nie mówiąc o zakwitnięciu... Nie można się go pozbywać bezsensownie,tylko starannie z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi/w naszym przypadku grupy/ pozostawione samo sobie jest zagrorzeniem,
wcześniej czy puźniej się w niego wdepnie:) i to zazwyczaj gdy jest się w lakierkach... pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So cze 28, 2008 8:19 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Cześć . Zaimponowałaś mi Bożenko Moja wiedza rolnicza była widać niewystarczająca, żeby przejrzeć procedurę postępowania z gównem. Chociaż krowę doiłam, snopki wiązałam, a nawet byłam woźnicą- ale to było dorywczo a podobno nie ma to jak lata praktyki. zresztą zapodałaś całkiem niezły kawałek prozy- żeby Cię nie dobijać nadmiarem uznania i pozytywu to z bykiem ortograficznym beznadziejnym i rażącym. na razie
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 01, 2008 3:34 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Wramach przeprosin za błąd ortograficzny/bo nie stety mam dysgrafie/
proponuje humor :D

o terapełtach :?
Mężczyzna, który wracał wieczorem do domu, został napadnięty przez chuliganów, brutalnie pobity i ograbiony. Leżał na chodniku cały we krwi.
Drugą stroną ulicy szedł policjant. Popatrzył na leżącego i poszedł dalej.
Po kilku minutach przechodziła grupa skautów, ale także nie zwróciła uwagi na pobitego.
Podobnie było z przechodzącymi zakonnicami.
Wreszcie pojawił się psycholog. Zobaczył leżącego, przyjrzał mu się i wykrzyknął:
- Mój Boże, ktokolwiek to zrobił, natychmiast potrzebuje pomocy!

i coś o klijentach dla równowagi :(
Dwaj starzy przyjaciele spotykają się po długim czasie.
- Co słychać? - pyta pierwszy.
- A, nic dobrego - odpowiada drugi - Cierpię na moczenie nocne i nie wiem, co z tym zrobić.
- Wiesz co, tu niedaleko mieszka dobry psychoterapeuta. Spróbuj, może on znajdzie sposób.
Przyjaciele spotykają się po kilku miesiącach.
- No i co, byłeś u tego psychoterapeuty?
- Byłem i jestem Ci bardzo wdzięczny.
- Już się nie moczysz?
- Moczę, ale teraz jestem z tego dumny!

i coś szczegulnie prawie mojego :twisted:
Pacjent przychodzi do psychoterapeuty:
- Mam ostatnimi czasy, panie doktorze, problemy z postrzeganiem świata.
Doktor wyciąga z szuflady reprodukcję obrazu "Trzej bohaterowie" i pyta:
- Co Pan tu widzi?
- Widzę trzech pedałów.
- Dlaczego?
- No jak to dlaczego? Stoi trzech mężczyzn, żadnej kobiety, nie może być inaczej - to pedały.
Z drugiej szuflady doktor wyciąga obraz lecącego klucza żurawi.
- A co teraz Pan widzi? - pyta.
- Klucz lecących pedałów.
- Dlaczego?
- No jak to dlaczego? Lecą a każdy każdemu w d*pę zagląda...
Doktor zafrasowany chowa obrazki i pyta:
- A jak mnie Pan postrzega?
- Według mnie, Pan też pedał!
- Dlaczego?
- No jak to dlaczego? Siedzi sobie Pan tutaj, obrazki pedałów ogląda...

pa wszystkim....


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lip 03, 2008 11:06 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Widzę, że sobie tylko we dwie będziemy tu pisać. Ja uwielbiam wszelkiego rodzaju fora ( czy jak to się tam odmienia) Fajnie, że się w naszej grupie znalazła chociaż jedna osoba, która podziela to upodobanie, bo bym musiała pisać sama do siebie- a to trochę dziwne- chyba.
A Ty sobie Bożena, nie żartuj, tylko się zajmij zaklinaniem deszczu, zanim się twoje pole nie zamieni w jakąś cholerna pustynię. Wprawdzie na razie, na około pejzaż wygląda jak sawanna w porze suchej, ale w która stronę to się rozwinie?
Pozdrawiam wszystkich
Monika :evil:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 04, 2008 5:48 am 
myslę , że po ostatniej grupie , a raczej po ostatniej godzinie wiekszośc mogła zostać cudownie uleczona- stwierdzając , czesto słusznie ,że nie jest tak żle w porównaniu z innymi .
piotrze -werwa o której piszesz dla mnie jest po prostu napalmem.
nei bez kozery pisze - otrzymałem kolejną porcję -żebym sie nie nudził.
W zasadzie nie wiem czy mam dla mnie sens dalsza praca w grupie.
To co sie dzieje znam na pamięc i z aptekarską dokładnością mogę przewidzieć jakie będa wasze reakcję na kolejne wielkie wejścia moniki .
Reakcje na manipulacje typu -oto jest ten zły trzeba go zetrzeć w proch , a przynajmniej wygnać -odsunąć na bok sa od tysiecy lat takie same.
kilka osób które to widza -będa milczeć , wiedża , że nic sie z tym nie da zrobić . Po drugie nie jest to ich problem .
miałem przez chwilę ochote cokolwiek prostować , że przecież pracuje , ze ostatnie 20 lat przeżyłem myśląc co tu jeszcze zrobić .(główne żródło dochodu to nie muzyka-nawet bym nie chciał)Terapię na Pocieszka równiez zaproponowałem ja -zeby coś zrobić.
doszedłem do wniosku , ze to nic nie zmieni . Monika mnie zreszta wyręczyła -stworzyła dokładnie swój obraz-lekkoducha, który nic nie chce naprawiać. dlaczego niszczy ?-bo ten typ tak ma i lubi.
liczę na jakąś reakcje -niekoniecznie moniki .domyslam sie jaka będzie.
Czy znacie ludzi którzy nigdy nie przepraszają,-ja tak .
po tym co widzieliście nie usłyszałem nawet - wiesz głupio jakoś .
słowo przepraszam które zalatwiłoby wiele wyszło z obiegu o ile kiedykolwiek weszło


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So lip 05, 2008 12:21 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
rozpisałem się -mam refleksję na temat monologu moniki .
otóż w czasie obiadu usłyszałem szczatki rozmowy moniki z chyba trzema ciociami. sens rozmowy podobny -on mi nie daje nie robi i tak dalej .
w odpowiedzi :nie mozesz sobie na to pozwolić , zrób cos z tym itd.
efekt był widoczny .
i teraz jezeli (nie pamiętam kto to był) te panie potrafią sie zastanowić nad soba powinny dojsc do wniosku , ze moze lepiej zając sie swoimi problemami albo starac sie załagodzic czyli pomóc .gołym okiem widać , ze ich zwiazki
doszły do fazy zobojetnienia -przyszły same.my przyszlismy razem -razem chcemy coś poprawić.
na koniec po akcji moniki -te same panie zgodnie zwróciły się do mnie -bądz mężczyzną (najbardziej beznadziejny tekst jaki znam) czyli co ?
gdyby chciały pomóc powiedziałyby w takij sytuacji męzczyzni zwykle robia to i to . a one z kolei nastawiły mnie przeciwko monice .akcja przeprowadzona wzorowo.
tu zdanie do moniki -chyba nie powinniśmy tak szybko dawac sie podpuszczac -przeciez miałas popracowac nad czyms innym i myśle ze efekt mógłby byc lepszy.
a jezeli w grupie mielibyśmy człowieka który morduje złych mężów?
a nawet skrajnie złych mężów jak to jest w moim przypadku.
a moze koleżankom chodziło o to zeby mnie zniechecic do grupy , zebys została sama tak jak one?

Dodane po 4 minutach:

dodam jeszcze ze monikęłatwo podpuścic zwłaszcza przeciwko osobnikom płci przciwnej .nie chodzi wyłącznie o mnie.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: Pn lip 07, 2008 3:42 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie! Mam nadzieje, że wszyscy z naszej grupy tu zaglądają.
Nie chcę zaczynać nowego tematu,nie lubie rzucać się w oczy.
Zadałam jednak pytanie Andrzejowi , a Ten odpisał że są zasady!!!
Wszyscy z grupy mają dostać moje pytanie, a puźniej odpowiedź.
Mam wątpliwości czy nadal chcę pytać!
Ciekawi mnie jednak odpowiedź,więc jeśli ją dostane też dam wam znać.

-Zastanawiam sie od jakiegoś czasu nad szacunkiem...Nie chodzi tu nawet o Mnie i moje życie,tylo o zrozumienie tematu.Ktoś z grupy wspomniał,że Hellinger twierdzi w swych książkach o szacunu dla Ojca nawet gdy Ten zgwałci swe dziecko.O ile rozumiem/nie wiem czy słusznie/,że szacunek oznacza całkowitązgode na poddanie się woli np.OjcaTo nie rozumiem jak znaleźć się ma w tym dziecko z własną godnością,prawem do samodzielnego życia,to wolnej woli...

-Gubie się troche w Tym Ukazaniu Matki Bożej.Staram się nie kombinować, nie wyprzedzać Jej.To Ona wie po co To było.Zakładam ,że poprostu było i się zdarzyło i tyle.Jestem jednak w tym sama,a Ty mam wrażenie że wiele rozumiesz.Masz wiedze której mi brakuje.Mógłbyś mi cos na to powiedzieć ,doradzić...

Pozdrawiam wszystkich....miłych wakacji.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 08, 2008 11:07 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
To jest odpowiedź dla Roberta.
Biedna ta twoja Monika, zawsze w owczym pędzie, nigdy nie pójdzie swoją ścieżką.

Myślałam dużo ostatnio na nasz temat. Napisałam dla Ciebie o tym wiersz- taka forma jest bardziej oszczędna w słowa i wyważona. To jest o tym jak czuję i jak myślę- miałam kilka dni, żeby się nad tym zastanowić- wniosek jest taki, że nie jest to szczególnie proste.
Chciałabym, żebyś zachował ten tekst- ma on dla mnie duże znaczenie.

Jesteś moim domem
Jestem Twoim domem
Jesteś moim wytchnieniem
Jestem Twoim wytchnieniem
Ty jesteś moim portem
a ja Twoja przystanią
Płyniemy nieznanym szlakiem po życia oceanie

Jestem Twoim przekleństwem
jesteś moim przekleństwem
Jestem Twoim cierpieniem
Jesteś moim cierpieniem
Jesteś moją rozpaczą
Jestem Twoją rozpaczą
Twoją złowrogą ciemnością
Ty moim mrocznym cieniem
Serce ściśnięte w pięść
Usta otwarte w krzyku
Żałosna pantomima
Obrazek godny pędzla Bosha Hieronima

Jesteś moim pragnieniem
Jestem twoim pragnieniem
Jesteś moją rozkoszą
Jestem Twoja rozkoszą
Jesteś moim spełnieniem
Jestem Twoim spełnieniem
Bezmiar magii i seksu
między snem i olśnieniem

Jesteś moją miłością
Jestem twoją miłością
Ty moją nienawiścią
ja jestem twoja złością
Jetem Twoją radością
A Ty moja nadzieją
Powietrzem, wodą, ogniem, drugą stroną księżyca
lekarstwem i trucizną
Jestem Twoją kobietą
Jesteś moim mężczyzną


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 08, 2008 1:28 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie ! dostałam odpowiedź od Andrzeja więc przekazuje ją wam.
Wedle zasad.

I jeszcze jedno Monia,Robert. Trzymam za was Obojga,oby udała się wasza praca nad sobą i małużeństwem!!!

Pozostałym też owocnej pracy nad sobą życze!!!

Trzymcie się...


"1. to dobry kierunek, bo im więcej ważnych dla Ciebie wątków znajdziemiejsce w ramach terapii grupowej tym więcej skorzystasz.
2. twój mail i moją odpowiedz powinnaś rozesłać do wiadomościwszystkich uczestników grupy żeby byli w kontakcie z tym ci się dziejew Twojej duszy i mogli Cię choćby myślą wspierać. to ogólna zasada dlawszystkich.
3. co do tego co piszesz. Dopóki sądzimy, że należy nam się lepszy losniż nas spotkał, stawiamy się ponad tym co Wielkie. Przyjęcie losu togłębokie zrozumienie że wszystko co nas spotyka jest dobre. To bywabardzo trudne gdy spotyka nas ciężki los. Ale czym innym jest biernepoddanie się losowi, czy woli rodziców. Bierne poddanie się prowadzido cierpienia, słabości, urazy albo gorzej zaprzeczenia tych uczuć ifałszywej świętości. Przyjęcie losu prowadzi do siły i miłości. Abybyło to możliwe trzeba wykroczyć poza nasze przywiązanie do tego codobre a co złe. Przyjąć choćby na początek na wiarę, że każdezdarzenie w naszym życiu jest doskonałe i prowadzi nas ku temu coWielkie. Ale dopiero gdy ta wiara wypełni się w żywym doświadczeniemmożna mówić o poznaniu. Wtedy odzyskujemy rodziców, godność, szacunek,miłość i możemy stać się zwykłymi ludźmi.

PS: jeśli czerpiesz siłę z wiary w Matkę Bożą to się módl, nie tylkood święta ale na co dzień. Może kiedyś ta modlitwa doprowadzi Cię doTwojej własnej.

Pozdrawiam Andrzej. Pozdrowionka dla wszystkich grupowiczów."


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 08, 2008 3:27 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
moni -zachowałem

Dodane po 59 minutach:

przeczytałem twoje wejscia Bożeno .coś sobie przypomniałem z własnego życia.wspomnałas o szacunku . nie umiałbym powiedziec co to jest ,
ale myśle , że kilka razy w życiu czułem . NA pewno łaczę szacunek z dostatkiem -nie tylko materialnym . Kiedy odczuwałem szacunek - byłem pełny , nie prózny.
zacząłem rozumieć , że dostajemy to co chcemy.jezeli ktoż chce być bity -tak jest . jezeli chce być okradziony -jest . jezeli chce być zgwałcony?
myslę ,ze rodzice daja nam narzędzia konieczne do życia -takie jak szacunek
ucza nas do skutku -bo sa cierpliwi -obcy bedzie to robił np. 5 minut, albo kilka godzin., 4 lata itd.
dlaczego napisałem obcy .małem takie zdarzenia
Majac ok 15 lat dostałem z dyni od obcego gościa na dworcu w krakowie.
o mało mi nie rozwalił czaszki -zamroczyło mnie na kilka minut.potem
usłyszałem tylko:" jak na mnie patrzysz -to z szacunkiem".dwa lata póżniej
walczyłem o zycie kiedy inny obcy człowiek próbował mnie nauczyc szacunku .
doszedłem do tego ,ze wolałbym zeby zrobił to mój tato -na pewno nie chciałby mnie zabić.(koniec końców to zrobił, ale inaczej.Po prostu odszedł na zawsze. widocznie bicie w moim przypadku nic nie daje)
dlaczego tamci tak zrobili -przekroczyłem jakąś granicę- za bardzo sie zbliżyłem
ojciec , czy matka ma prawo do takiej reakcji na zbyt duze zbliżenie .
są męzczyzna i kobietą z tą różnica , ze chca nam coś dać , nie zabrać.
nie wiem jak jest w relacjach z rodzicami bardzo chorymi psychicznie .
mam nadzieję , że to nie jest bariera dla miłości.

Dodane po 8 minutach:

przyłąnczam sie do podziękowań dla Anrzeja -za to co napisał.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 09, 2008 9:15 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam,
To co zostało napisane przypomniało mi liczne wypowiedzi różnych osób, a nawet dyskusje na temat biblijnego nastaw drugi policzek- ta propozycja budzi bardzo wielkie kontrowersje u wszystkich, z którymi miałam okazje o tym rozmawiać również u księży- chociaż oni się często wymigiwali od odpowiedzi, albo opowiadali jakieś pierdoły) Ja tez tego nie rozumiem, ale jestem pewna, że nie chodzi w tym o godzenie sie na to,żeby ten kto cię atakuje jeszcze bardziej cię poniżał.
Historia o tym co się stało na Golgocie, opowiada o tym, co napisał Andrzej- o przyjęciu swojego losu i pogodzeniu się z nim- myslę , że ten przekaz jest bardzo ważny- dlatego znalaz się w Biblii- Co do losu zazwyczaj pragniemy czegoś lepszego i nie chcemy się pogodzić z tym co mamy. Ja się wyleczyłam przynajmniej z pytania "dlaczego ja", które mi towarzyszyło przez cała moja młodość- uważam, ze jest ono bez sensu i niszczące. Niestety o byciu pogodzonym z tym co mnie spotyka nie ma na razie mowy.
Myślę, ze szczęście to jest brak oczekiwań w stosunku do innych, świata, losu. Pozwala to na przeżywanie radości płynącej z danej chwili, z chmur, słońca, muzyki, pracy.
Jeżeli juz jako przykład mamy relacje rodzice dzieci- oczekiwałam od mojego ojca, że będzie się mną opiekował i starał się rozumieć moje wnętrze i nie bedzie mi robił ponizających uwag ale było dokładnie odwrotnie. Moje oczekiwania w stosunku do niego powodowały, ze płakałam nocami do utraty tchu, wpadałam we wściekłość, walczyłam z nim do upadłego, czułam się nieszczęsliwa- na pewno bardziej nieszczęśliwa niż inni, traciłam bardzo wiele czasu na rozmyślania o tym jak jest mi źle a w tym samym czasie mogłam czerpać radość z mojego życia.
W podobny sposób zmarnowałam 19 lat mojego małżeństwa
Cd nastapi, ale muszę teraz się zając pracą
Pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 09, 2008 1:55 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
przyłonczam

Dodane po 5 minutach:

to sie nie tyczy posto moniki -poprawiam mój .

Dodane po 42 minutach:

ja jak prosty chłop czasami myśle ze "nastaw drugi policzek "
oznacza dokładnie -nastaw drugi policzek.Czy to jest drugi półdupek, czy druga ręka mniej ważne.Co dalej- życie pokaże ale raz sie zyska, raz mniej .
Jezeli zaczynam walczyć nie mam wyboru -zawsze tracę.
ciekawe jak by było jakbym nastawił druga rękę pani od pianina jak miałem 6 lat.Mówiąc np. ona też grała -będzie sprawiedliwie. jest szansa ze nie dotknęłaby mnie wiecej .
pamietam też scenę z filmu -facet przychodzi do domu -pierwsza czynność wskakuje na kobietę, a ona wyzwala sie z jego czyłych objęć zabiera go do kuchni rozbiera sie i mówi - weż mnie tutaj - pośrod innych mięs.

Dodane po 21 minutach:

Monika proponuję żebyś założyła nowy tamat pod tytułem " nastaw drugi policzek " .temat jest tak obszerny , ze na ogólnym forum mozemy go wylac z kąpielą .


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lip 10, 2008 9:58 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie!
A Ja sę zastanawiam nad slowami Andrzeja i NIE WIEM!
Bo czy mozna zrozumiec tak głębokie słowa w pare dni? Ja czasem rozumiem,a czasem się gubie...Pewnie każdy z Nas rozumie je na swój własny,przeżyty sposób.Dziś jestem przerażona i są one dla mnie obce...
Pisze jednak bo mam do was prośbe! Dajcie znać czy naprade jesteście czy to inni się logują/tak poprostu jedną minką :wink: /

Co do słów Andrzeja? hmmm?
Dlamnie przyjęcie losu oznacza pogodzenie się że to co złe było w mojm zyciu wpłyneło na korzyść.Kimbyła bym bez tych wydarzen?Gdzie teraz bym była? pewnie nie na terapi. Pisałeś Robercie ze jesli koś chce być pobity to jest.Zgwałcony to jest.Dlamnie tak nie jest.
Gwałt to okropne uczucie ,nie mozna go chcieć.Lecz może faktycznie jest czymś w Wyższym celu dobrym.Doroslą osobe moze skłonić do pracy nad sobą,dziecko do dystansu od innch ludzi i moze to na coś jest tym osobom potrzebne/choć sama nie wiem/

Chciała bym kiedyś przestać być bierna i stac się zwyklą osobą.

prosze...o tą minke.bo chyba was potrzebuje...

pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 11, 2008 9:04 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
ja myślę, że gwałt jest zły, branie od kogos po gębie jest złe, ale z każdego gówna można wyciągnąć dla siebie korzyść. Mozna się nauczyć jak żyć POTEM normalnie, ciesząc się z tego co dobre i piękne w życiu. Jak przestać byc ofiarą i codziennie na nowo przeżywac to, co się już stało.
Na pewno nie można się godzić na to co tłamsi nasze człowieczeństwo. Wybaczamy nie dla naszego "oprawcy" ale dla siebie samego, to pozwala się uwolnić
Ale wybaczyć a godzić się na coś co nas niszczy to są dwie różne sprawy.
ja myślę, ze to godzenie się na swój ciężki los ma prowadzić do szczęścia. Do odczuwania tego szczęścia, które też nas spotyka, ale pogrążeni w naszym bólu możemy go nie zauważyć, nie przyjmując tragicznej części naszego losu, odrzucamy tez jego szczęśliwą część.

Tez się zastanawiam czy ktoś z grupy tu jeszcze wchodzi, wyświetleń jest dużo. Wyślę jeszcze raz maila do Piotrka, może się uaktywni, nie mam namiarów do innych osób
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn lip 14, 2008 10:02 am 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
do Bożeny.
Mówi się -chciałem zrobić coś złego , ale sie powstrzymałem.
słowo chciwośc nie pochodzi od słowa pragnąć.Czegoś dobrego- pragnę.
Czesto sie zdaża , że chcę czegoś bardzo długo -przez całe lata, ale tego nie robię ani nie dąze do tego żeby robić - odczuwam to jako chciwość .Czuje na sobie ciężar.
Wody , która jest dla nas dobra -pragniemy.więc ją pijemy .
Czy można chcieć , żeby ktoś zrobił nam coś złego ?myslę że tak.
ale na pewno nie pragnę chcieć .
na szczęscie jest słowo -a bardziej uczucie -potrzebuje , które równoważy
dwa skrajne -pragne i chcę


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn lip 14, 2008 4:24 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Właśnie wróciłem z urlopu i przeczytałem korespondencję na forum. Podzielam wasze wątpliwości co do głębszego sensu przyjęcia swojego losu takim jaki jest. W gruncie rzeczy znaleźliśmy się na terapi właśnie aby zmienić coś w swoim życiu. Pytanie czy można zmienić przyszłość akceptując przeszłość ? Pewnie nie ma innej drogi bo co było to było. Meritum sprawy, moim zdaniem to przyjęcie przeszłości bez jej oceniania - tak miało być i już. Nie mamy pojęcia w jaki sposób zdarzenia z przeszłości mogą nam być pomocne w przyszłości. Nie wiem dokąd będę zmierzał jutro, ale wiem co mogę robić teraz, choć skutki mogą okazać się przewrotnie nieoczekiwane. Istna kwadratura koła. Myślę, że w kategoriach logicznych nie rozwiążemy swoich problemów, kluczem są emocje i uczucia - jako nasz inny wymiar, kłopot w tym jak być z nimi w kontakcie. Ja osobiście boję się niektórych swoich myśli i skutecznie je hamuję - może to jest mój problem. Wiem, że muszę zaryzykować ale nie wiem jak się przełamać i któregoś ranka zacząć się czieszyć chwilą i brać życie takie jakim jest z pełnym zaufaniem i akceptacją. Może mój smutek i samotność są tylko przykrywką do prawdziwego ja.
A tak na koniec może byśmy wymienili co pewien czas jakieś poytywne fluidy - proszę napiscie co dobrego ostatnio was spotkało. Ja wieczorem postaram się coś od siebie dopisać - dzień jeszcze długi.

Dodane po 4 godzinach 30 minutach:

Właśnie wróciłem z pracy i muszę z przykrością poinformować was, że nie mam adresów mailowych pozostałych osób. spróbuję skontaktować się z Jakubem administratorem, może on nam w tej kwestii pomoże

Pozdrówka

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn lip 14, 2008 8:15 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam wszystkich, cieszę się Piotrze, że napisałeś na forum.
Co dobrego- naprawde dużo. mój syn zdał egzamin i się dostał na studia. Egzamin był trudny, bardzo sie cieszę.
Z wyjątkiem 2 dni przeżyliśmy z Robertem ostatni miesiąc w dużej przyjaźni i spotkało nas wspólnie kilka naprawdę milych i ciekawych sytuacji
Jezeli chodzi o mnie, to nie mam problemu w odnajdywaniu radości i zawsze widzę powody żeby się cieszyć. Za wyjątkiem stanu, kiedy ogarnia mnie złość na kogoś, rozżalenie , bezsilność, wtedy popadam w obsesyjne napieprzanie na tą osobę i użalanie się nad sobą. im wiecej czuję się ofiarą tym więcej o tym myślę, im więcej myślę tym bardziej czuje się ofiarą- to nie wciąga. Ofiarą jest być lepiej, ofiara jest dobra i szlachetna, ludzie ją lubią i są po jej stronie. Zło wyrządza ktoś inny, a ja stoję po jasnej stronie i walczę w imię dobra. Ten drugi mnie krzywdzi i mogę się nawet na resztę życia pogrążyc w moim bólu i dzięki temu mieć usprawiedliwienie dla wszystkiego co zrobię
Na ostatniej sesji zobaczyłam ile nienawiści jest w byciu ofiarą i ile zła. Ile siły. Przez jakieś 2 dni po tym spotkaniu czułam tą siłę to nie było zbyt przyjemne, było okropne. Ale poczułam dlaczego ludzie schodzą mi czasem z drogi i poczułam w ofierze wojownika i mordercę.
zrozumiałam jakie korzyści czerpie ofiara z tej roli, jak się w ten sposób pozbywa poczucia winy zrzucając ją na kogoś innego i jakie to jest przewrotne i perfidne
na razie
pozdrowienia


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 15, 2008 9:46 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Wysłałem do ciebie maila w sprawie powiadomienia pozostałych uczesników o forum. Jest szansa, że pani z sekretariatu odnajdzie adresy mailowe i wszystkich poinformuje. Jeśli chodzi o temat ofiara - prześladowca to również mnie męczy dlaczego często się stawiam w takiej roli, a w szczególności w moim małżeństwie i nawet nie chodzi ot co robię ale o to co powinienem robić a nie robię. Korci mnie bardzo, żeby wbrew swojej powierzchownej naturze spróbować być tą drugą stroną - może trochę zadaniowo i na siłę ale jednak. Choćby na jakiś czas. Nie wiem czy będzie mnie na to stać ale eksperyment mógłby okazać się ciekawy. Czy warto próbować? Co o tym myślicie?

Dodane po 1 godzinach 8 minutach:

Do Bożeny
Nie przejmuj się tak bardzo ja podobnie jestem przerażony , że mam przyjąć to co jest z pełnym zaufaniem i akceptacją i po części tego nie rozumiem. To trochę jak przed skokiem z dużej wysokości do głębokiej wody. Kiedyś trzeba zrobić ten pierwszy, mały krok, który jest przełomowy. Sam jeszcze nie wiem na czym będzie polegał w moim przypadku ale czuję pod skórą, że lepiej go zrobić wcześniej niż później. Z pewnością nie dostaniemy insrtukcji jak do obsługi sprzętu krok po kroku. Tą instrukcję musimy napisać sami. Klucz jest w naszych uczuciach -tych prawdziwych a nie prezentowanych na zewnątrz. Można wszystko zacząć robić inaczej ale jeżeli bedzie to w sprzeczności z nami samymi to prędzej czy później ta bańka pęknie. Dlatego może trzeba położyć na następnych zajęciach nacisk na ten aspekt - jak sprowokować zmiany zgodne z nami wewnętrznie - chyba wszystich to intryguje. Co o tym sądzisz???

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 16, 2008 8:13 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Dzięki Piotrze za działania w kierunku przyciągnięcia na forum reszty grupy.
Zastanawiam się ci słychac u Bożeny bo jakoś zamilkła.
Zauważyłam, ze wszyscy poruszyliśmy tu temat bycia ofiarą czy jak wolicie "ktoś mnie skrzywdził i muszę z tym żyć.
Ja po moim wystąpieniu na ostatniej sesji, poczułam jakie to jest okropne i co powoduje w środku roszczenie pretensji do kogoś innego. Obarczanie winą i jakie fałszywa jest wiara we własna niepokalana duszę. czułam takie poplątanie, czułam się jak pralka nastawiona na program wirowanie- coś się w środku mieli ale dokładnie nie widać co. Nie doszłam jeszcze całkiem do siebie, ale przestałam się z lubością drapać po ranach na "duszy". Nie podoba mi się coś to albo coś zrobię albo się nie będę użalać. Na razie to jeszcze nie całkiem mi wychodzi, ale trwa krócej i patrze trochę z boku i krytycznie na to jaka to ja jestem biedna.
Całe życie wierzyłam, że jestem dobra, pomagam innym (nawet jak o to nie proszą), poświęcam się itp. Dotarło do mnie, ze ja tez jestem zdolna do zła- ale jeszcze sie z tym nie oswoiłam.
Jednak czuje się przez to spokojniejsza, chociaż coś mi ciąży w środku
Myślałam też dużo o tym na co mi zwrócił uwagę Andrzej, ze zajmuję za dużo miejsca, które do mnie nie należy, oraz, ze muszę walczyć z mężczyzną. Chociaż było mi to trudno przyjąć,mimo licznych argumentów, które mogłam znaleźć przeciw- załozyłam, że ma rację i zaczęłam szukać codziennie przykładów na jeden i drugi przypadek.
Najpierw myślałam, żeby poprosić Roberta o ocenianie konkretnych wydarzeń pod tym kątem, ale potem pomyślałam, że to nie dotyczy jego tylko mnie i to ja sama muszę rozróżniać co można a co jest uciążliwe.
Odniosłam też duży sukces- przeżyłam egzamin na studia mojego syna jako coś co mnie interesowało, ale nie dotyczyło.
Kończę. Dzięki, ze doczytaliście do końca.
Pa Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 16, 2008 10:45 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie!!! jestem tylko... potrzebowalam troche czasu aby móc w sobie pare spraw zrozumieć. Dziękuje ,że o Mnie czasem myślicie.TO MIŁE.

do Roberta...dobrze jest poznać czasem inny punkt patrzenia niż swój własny.Doceniam to.Uważam,że Ja też mam lub mialam w sobie Coś co nie pragnełam chcieć/to np.orjentacia/ To twoje odczucie i To moje wsumie dają monete z dwóch stron ,którą możliwe ze żadne z nas nie poimuje.

Piotrze...dzięki za otuche:) i faktycznie robiąc coś w brew sobie mnie też raczej nic nie wychodzi.
Piszecie ofiara-prześladowca hmm? było coś takiego i jest we mnie.
to trudny temat...Kiedyś w ustawieniu stanelam niespodziewanie po stronie hitlerowca który zabił wójka.Na przeciw miałam mame i wója jako ofiare.Zrozumałam wtęczas ,że jak cały czas uważałam się za tą biedną...kruchą i słabą ,zkrzywdzoną przez los/powiedzmy ofiarę/ .To jest w emnie i kat/prześladowca/.Bałam się,że przejdę w drugą strone.I wiecie co się stało? Uznałam że jestem zła jak ten hitlerowiec i wiedziałam że jestem równie dobra jak każdy inny człowiek który cierpi i został zkrzywdzony.Od tamtej pory zaczełam się godzić z tym kim jestem.To troche takjak mówił Andrzej trzeba znaleźć w sobie np.homofoba i homoseksualiste wtęczas dopiero jest tolerancja.
WięcPiotrze zadałeś sporo pytań... ALE NAJ LEPIEJ NIE BIER POD UWAGE MOJEGO ZDANIA !!! tylko zapytaj Andrzeja !!!
ja opieram się tylkona swojch odczuciach a one są jakie są.Wkoncu ja też trafiłam na TERAPIE!!!

Ściskam wszystkich i owocnej pracy nad sobą życze :roll:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 18, 2008 10:18 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Ostatnio edytowano Wt sie 26, 2008 8:16 pm przez 007, łącznie edytowano 1 raz

Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 18, 2008 10:45 pm 
Offline

Dołączył(a): Pt lip 18, 2008 10:43 pm
Posty: 1
Witam Was - dziękuje za powiadomienie o wątku - postaram się często zaglądać


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: witam
PostNapisane: N lip 20, 2008 7:33 pm 
Offline

Dołączył(a): N lip 20, 2008 7:23 pm
Posty: 3
witam wszytskich serdecznie :D nie do końca wiem co napisać bo depresja smutek i zal to to co mi teraz najczęściej towarzyszy. Trudno jest okazywać szacunek to pewne i dziękować za los który się ma. wiem sama długo na niego pracowałam więc mam to co poniekąd może nieświadomie chciałam. ciężko mi pisać bo czyta to mój mąż a my nie rozmawiamy ze sobą. Pozdrawiam jeszcze raz wszystkich. My już po wakacjach teraz tylko praca na szczęście :D


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N lip 20, 2008 10:56 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
tak smutno zabrzmiało to co napisałaś, Doroto. Pomyślałam, że oboje jesteście pewnie w podobnych natrojach i obojgu jest wam przykro, smutno i ciężko. Natomiast, kiedy ja wymieniałam ciosy z moim mężem lub milczeliśmy po, to głównie rozmyślałam nad tym co ja czuję. Jak mnie to boli itp itd, a bardzo rzadko, że Robert tez zostal zraniony- bo ja też potrafię nienajgorzej dokopać. Tak bardzo się koncentrowałam na moich odczuciach, ze nie widziałam nic poza nimi. teraz mi sie wydaje, z było by mi lżej gdybym potrafiła dostrzec, że oboje ranimy się, oboje cierpimy przeżywając tą samą historię, tak dramatyczną dla nas a groteskową jak na nią spojrzeć z zewnątrz. W każdym razie bardzo to wszystko zagmatwane.
Moze ci się uda porozmwiac na forum z Piotrem. Ja tu juz prowadziłam dialog z moim mężem, ale odpowiedziałam mu dopiero jak mi uszło troche pary, i dobrze bo kilkanaście godzin wcześniej to napisałabym zupełnie co innego. Pozdrawiam
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn lip 21, 2008 8:47 pm 
Niestety Monia może i masz rację ale na dzień dzisiejszy nie mam na to ochoty jak również na to by wracać do domu. Dobrze że są dzieci to łlatwiej jest wrócić. Wiem że w połowie to również moja wina jednak nie rozumię męża jego postępowania zachowania. Polubiłam samotność choć kiedyś wydawało mi się to nie realne. Jestem spokojniejsza bardziej uśmiechnięta i zadowolona gdy wiem że wracając do domu go nie będzie. Nie wiem co będzie dalej ale tak napewo być nie może tego jestem pewna. Tak się zastanawiałam czy kiedyś było inaczej i dochodzę do wniosku że nie tylko może mnie wtedy to mniej przeszkadzało bo dzieci były małe i potrzebowały mnie a ja ich. Och nie zanudzam więcej bo za bardzo się nad sobą rozczuliłam. Andrzej ma rację że trzeba dziękować nawet za złe doświaczenia bo to one nas kształtują.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn lip 21, 2008 9:01 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
A jednak jestem przesladowcą choć nie zawsze sobie z tego sprawę zdaję. W moim przypadku, pewnie nie chodzi i to co robię ale to czego nie robie. Z każdą chwilą bardziej sobie to uświadamiam i przypominam momenty w życiu, które tego dowodzą. Czuję podskórnie, że moje ułone zachowania nie mają wiele wspólnego z Dorotą - taki byłem już wcześniej ale w natłoku wydarzeń ten aspekt umykał mi. Bardzo bym chciał zmienić ten stan rzeczy tylko nie wiem jak. Powiem wam, że czuć się prześladowcą wcale nie jest dobrze

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 22, 2008 12:38 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
apisałaś Doroto, że Andrzej mówił, że trzeba dziękować nawet za trudne doświadczenia itd....
Ale cały problem w tym, że my tzn ludzie nie chcemy trudnych doświadczeń, które nas maja kształtować, my zazwyczaj wolimy być szczęśliwi nawet jakbyśmy z tego powodu mieli być trochę gorzej ukształtowani, trochę mniej mądrzy i trochę słabiej doświadczeni.
Historia ludzkości, to historia poszukiwania szczęścia. wydaje mi się w tych wszystkich historiach o oświeceniu, dążeniu do doskonałości itd chodzi o to, zeby zobaczyć szczęście w cierpieniu- bo szczęście w radości widać od razu gołym okiem. A w cierpieniu grzebie sie człowiek i grzebie, rozdrapuje, gmyra paluchami i tego szczęścia za cholerę tam nie widzi. Jakby je mógł tam zobaczyć to by się przestał tak bardzo martwić, że spotkało go coś bolesnego- ja tego nie potrafię i nie wiem czy znam kogoś takiego, kto to umie. są natomiast na pewno ludzie, którzy potrafią przecierpieć, przeboleć, a potem sie otrzepać i iść dalej, nawet dźwigając ten swój ciężar- i to mi się wydaje właściwym rozwiązaniem bolących problemów i bardzo bym chciała taką właśnie być.
A poza tym myslę, że jest też druga strona medalu-jak człowiek jest taki bardzo szczęśliwy - to odczuwa tez jakiś niedosyt bo brakuje odrobiny bólu ( ale nie za dużo), bo każdy nadmiar, nawet szczęścia jest mdły i wychodzi bokiem. I sobie zaczyna szukać dziury w całym (jest to łatwe, bo to całe jakąś maleńka dziurkę zawsze ma)
Pozdrawiam was wszystkich serdecznie
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 22, 2008 5:29 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
pytanie do piotra -pozornie nie na temat .
jak myslisz czy ten jest ptrześladowcą , który mówi częto , lub za czesto , ze cos jest zle?
czy ten kto zadaje za dużo pytań?

jeszcze cos .problem o którym mówisz ma wiekszosc meszczyzn .
nasze damy traktuja nas tak , bo nas nie potrzebują(a przynajmniej tak mysla)
przypominają sobie o nas jak maja potrzeby .A maja coraz mniejsze -zarabiaja pieniadze,kupują sobie wibratory itp.
ale to nie jest nasza wojna . my sobie po prostu bądzmy .I nie wchodzmy w ich role , kiedy zapominaja ,ze sa kobietami.
moze jednak chodzi o ten symboliczny kapelusz na wieszaku-zeby był.
moze go nie dostrzegaja -ale jest nasz.
gramy w tym tygodniu w krakowie-interesowałes sie.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 23, 2008 9:48 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Mnie nie o kapelusz chodzi, wyjaśniam Piotrowi, a nie Robertowi- On mam nadzieję, wie. Może dlatego nie mam wibratora, no bo przecież nie dlatego że go nie mam. Jaka energie mozna wymienić z wibratorem i jaka magie poczuć? moze jak ma przebicie z baterii i kopnie prądem.
Moim zdaniem, mężczyzna jest potrzebny kobiecie bo ona nie chce być sama, ani nie chce być z inna kobietą, chce być z mężczyzną. Być z kimś, przeżywać z nim swoje życie i czasem sie poprzytulać.
Oczywiście, kobieta tzw współczesna, moze sobie poradzić bez mężczyzny i mężczyzna, też sobie może poradzić bez kobiety, ale skoro się łączą ze sobą, mimo to, to znaczy , że wolą być razem- nie z konieczności tylko z własnej woli. Oczywiście jest jeszcze jeden aspekt - ani sama kobieta, ani sam mężczyzna nie moga sie rozmnażać- a w końcu cały świat od zawsze walczył o przetrwanie gatunku. Więc dlatego coś nas do siebie przyciąga. No ale jak się już rozmnożyliśmy, a nawet, tak jak w przypadku moim i Roberta wychowaliśmy dzieci- to co nas łączy tak mocno czym jest ta więź? Dlaczego doprowadzamy sie do rozpaczy ale też skąd bierze się to wielkie szczęście, które bywa naszym udziałem.
No ale jak kobiecie chodzi tylko o kapelusz na wieszaku, to żal mi tego jej mężczyzny, a jeszcze bardziej mi żal takiego, który myśli, że jest tylko kapeluszem.
Pa pozdrawiam was Panowie i zyczę, żebyście nigdy nie zawiśli na wieszaku.
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lip 24, 2008 9:54 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Przenośnia z kapeluszem bardzo przypadła mi go gustu. I tak sobie myślę, że nie chodzi o to aby zawisnąć na wieszaku jako osoba, ale żeby być i stanowić pewnego rodzaju oparcie i podstawę. Niekoniecznie trzeba z niego korzystać ciągle ale w razie potrzeby jest i już. Myślę, że jak jest to w przypadku naszej pary, kiedy kobieta przestaje czuć to oparcie to może być zagubiona i szukać go gdzieś indziej. I zgadzam się z wypowiedzią Moniki - potrzebujemy siebie nawzajem, kobieta i mężczyzna. Zgadzam się również z Robertem - kobiety są coraz bardziej samowystarczalne i mniej wsparcia oczekują, co dla nas jest równocześnie deprymujące.
Z jednej strony zastanawiam się co oznacza stanowić oparcie dla kobiety a z drugiej strony co oznacza potrzeba posiadania takiego oparcia w mężczyźnie przez kobietę? Czy chodzi i tego jednego mężczyznę czy mężczyznę jakiegokolwiek - być może innego??

Do Roberta:
Nie załapałem intencji twoich sprytnych pytań choć są intrygujące. Proszę rozwiń trochę temat.


P.S.
Robert proszę napisz gdzie i kiedy gracie. Pleeeeeeeeeease !!!!!!!

Dodane po 6 godzinach 48 minutach:

Mieliśmy dzisiaj małe foundee ze znajomymi i po kilku głębszych po jedzonku wypłynął dziwny temat - imion, ich nandawania przy urodzeniu oraz ich używania w życiu. Co ciekawe jak się zastanowiłem to po imieniu zwracają się do mnie osoby "obce" oraz mój ojciec. Każdy z moich kolegów lub przyjaciół nie wyłaćzając Doroty używa w stosunku do mnie ksywki. Ciekawe dokąd zaprowadzi mnie ta myśl?? Czy macie podobne przemyślenia ?? Czy imię nadane przy urodzeniu może mieć aż takie znaczenie ??? Czy ksywka nabyta coś oznacza ?? Co sądzicie???


P.S. Bożena włącz się w dyskusję - jak możesz.

Robert co z twoimi koncertami - potrzebuję poczuć trochę czadu, niekoniecznie w damskim towarzystwie. Porywająca muzyka byłaby balsamem na moją duszę. Proszę daj znać kiedy gracie.

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lip 24, 2008 10:00 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
oprzeć sie na jakimkolwiek- nie, na pewno nie o to chodzi, zeby byle jaki byle był. Na innym - to moze być - ale po co. Najlepiej się oprzeć na tym z którym sie jest. Ale życie jest trudne, ludzie sie łączą i rozchodzą albo zostaja ze soba. Zyc obok kogoś i sie męczyć nie ma sensu. Ale życ z kimś i odczuwać szczęście, czasem smutek, czasem trud a czasem radość- ale mieć do tego prawo to jest właśnie mieć oparcie. Oparcie sie ma wtedy, gdy ta druga osoba widzi twój smutek,radość itd i nawet jeżeli nie rozumie tych twoich uczuć to dostrzega je i pozwala ci je przeżywać Po prostu dostrzega cie takim jaki jesteś i dopóki nie przekraczasz ustalonych granic pozwala ci przezywac twoje własne życie tak jak umiesz, a w dodatku jego część przeżywa razem z toba, choć nie koniecznie tak samo jak ty.
chciałam powiedzieć, że nikt nie potrzebuje związku w którym ktoś go niańczy, chodzi o związek 2 dorosłych osób, ktore czasem współpracują a czasem, kiedy tak jest lepiej, albo kiedy tego potrzebuja działaja samodzielnie.
Kończę
na razie


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 25, 2008 11:54 am 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
rozwine temat -postaram sie wieczorem
gralismy wczoraj
w przyszłym tygodniu-sroda ,czwartek
wczoraj było ciekawe towarzystwo.jaknajbardziej męskie .miedzy innymi
były wojewoda.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 25, 2008 12:50 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
a propos imion to na pewno ma znaczenie- jak do kogoś mówisz Duduś albo Władysław to brzmi trochę inaczej i chyba określa jakoś tą osobę.
Ja dziwnym trafem na grupie zostałam Monią ( bo akurat tak się zwrócił do mnie Andrzej ze dwa razy i reszta tak to zapamiętała) Ja się z Monią nigdy nie identyfikowałam, ale tam jakoś dziwnie mi nie przeszkadza, a nawet pasuje. Ale przypomniało mi się wiele prób nazywania mnie Monią przez różne osoby- to sie urywało, bo zwracałam ludziom uwagę, żeby mówili do mnie Monika. A może ja jestem Monią tylko to ukrywam.
Co do twojego imienia to dobrze, że cię nie nazywają Panem Piotrusiem lub co gorsza Piotrusiem Panem.
Miłego week endu. My jedziemy jutro na 2 dni pod przemyśl, czy do Przemyśla- nie wiem dokładnie- ale będzie fajnie.

TEż APELUJE DO BOżENY- ODEZWIJ SIE, co ty tam kombinujesz, ze się tak zamknęłaś!!!?????????
pa :roll: :roll:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 25, 2008 9:33 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie 8)
Ja tak czasem mam,że znikam...i milcze!

Co do imion Piotrze uważam ,że imie ,data urodzenia,geny rodzinne czy inaczej mówiąc pochodzenie dają nam jakiś potencjał.
Potencjał z którego zkorzystamy bardziej czy mniej.
A co do kapelusza czy związku ???
kurcze jakie trudne tematy poruszacie :oops:
Nie mam udanego związku w pamieci.Mam jednak pamięć związku mojch rodziców,często stawałam gdzies po środku.Bolesne jest obrywać,a obie strony potrafią często solidnie przyłożyć.Kiedys jednak sie wycofałam zostali sami i wiecie co zauważyłam??? oni siebie potrzebują,daja sobie coś na wzajem...Ja też dostawałm coś od innych w mojch związkach,,,od jednej osoby dostałam szczerość i postarałam sie do przenieśc na trugą relacjie.Od nastepnej siłe i zaufania którego udało mi się nauczyć,kolejna osoba nauczyła mnie że trzeba mówić czego się pragnie otwarcie.I nawet rozstanie jest Ok bo dzięki temu poznałam kolejna osobe od której dostaje cudowny dar cierpliwości i wiary w Boga...
Pozatym mój tatko ,mam znim na pienku i miałam i mam do niego żal,a Papierz Jan Paweł II powiedział kiedyś że trzeba Pamiętac lecz wybaczać!
Tak sobie mysle więc teraz ,że dlamnie związek to świadomość ze Coś Dostaje,że sama staram się być jak najbardziej Świadoma siebie,że mam pamięć swego życia,doświadczeń ale że drugiej stronie daje Białą kartke...
Kartke którą każdego dnia może wypełniac od nowa,wtęczas ta osoba ma szanse na zmiane i moge Ją odbierać Taką jaka Jest.

Ale NIESTETY to jest tylko ideał do którego dąże:( bo marna jestem w praktyce...właśnie zastanawiam się nad hmmm?więzią? ??
Matka Boża dała mi tak Wiele,dostałam Życie a Ja nie pamiętam,gubie gdzieś samoswiadomość i nie potrafie dać JEJ białej kartki>Do wypełnienia
białej kartki Życiu które dzięki NIEJ mam.
Tak więc jestem raczej ostatnią osobą która w temacie tym powinna coś mówić...

Pozdrawiam :) i ściskam platonicznie :wink:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lip 25, 2008 11:16 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Bożena

Proszę przestań się stawiać w pozycji ostatniej osoby jakiej należy wysłuchać. To, że ty tak czujesz nie znaczy że inni myślą o tobie tak samo. Nie próbuj się stawiać poniżej innych bo to do niczego nie prowadzi. Pomyśl, że wszyscy uczestnicy grupy w niej uczestniczą z jakiegoś powodu i chyba nie dlatego, że się im wszystko udaje. A to, że jak twierdzisz nie masz za sobą udanego związku może tylko być pomocne bo masz za sobą bagaż doświadczeń. Krótko mówiąc cenie sobie twoje zdanie i proszę nie tłumacz się więcej, kiedy wyrażasz swoją opinię - wal śmiało.
Zaimponowała mi przenośnia z białą kartką. Ty mówisz, że chciałabyś dać białą kartkę a ja chciałbym wypełniać te kartki, które dostaję i też mi nie wychodzi. Można codzienną kartkę wypełnić dwoma słowami a można ją zapisać maczkiem i to bedzie jeszcze mało. Pytam tylko czy ci, którzy wypełniają kartki po brzegi zdążą dać innym puste czy wolą wszystkie samemu zapisać??

Co sądzicie????


Pozdrawiam i proszę nie wycofuj się z dyskusji

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N lip 27, 2008 10:13 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Dziękuje Piotrze ,że cenisz sobie moje zdanie.To miłe.
Ja poprostu tak mam,że nie lubie wyrażac swego zdania.Lubie milczeć i trzymać się z boku,dlatego dziwie sie że wogule tu pisze.
To pewnie dla tego,że albo czuje ze to nic nie warte/i tu świetnie mnie wyczułeś/lub woda sodowa uderza mi do głowy że CO TO ja niejestem.
normalnie geniusz.
Dlatego czasem dobrze pisać mi tylko wtedy gdy naprawde mam cos do napisania.

Co do białej kartki? hmmm
tak sobie mysle ,że sa związki gdzie jedna strona dominuje a druga zajmuje mniej miejsca.Lub ta druga strona dominuje a pierwsza osoba lubi opieke i wycofanie.Ja osobiście lubie równowage!
Nie lubie gdy ktoś w kracza na mój teren i pilnuje się aby związać się z kimś kto też użnaje życie na równi.
To jednak jest łatwe gdy trafimy na taką osobe,lub wmiare proste gdy zaczynam znajomość i jestem świadoma czego chcę.
Mam relacjie gdzie jedna osoba chce żyć i pracowac za mnie,a Ja na to pozwoliłam pare lat temu.Tak sobie myśle ,że to co moge zrobić to dać czas,sobie i tacie na zmiane.Wyczucie aby nie zakładac niczego na przud i
samoświadomość abym To Ja była sobą ,żyła tak jak będzie mi dobrze ,bo teraz mi zle.A za jakiś czas trzaba będzie sobie odpowiedziec czy coś z tego wychodzi.Czy tato daje rade zostawiac mi miejsce a Ja potrafie to miejsce zająć.

pozdrawiam wszystkich i mam pytanko!
czy ktoś wie co dzieje sie z innymi,czy pozostali grupowicze wiedzą?
ja napisalam na trzy meile i cisza.
Nie nalegam by tu pisać tylko chciała bym aby każdy miał szanse tu zajrzeć.
pa:)


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N lip 27, 2008 4:28 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Bożena
Tak na wstepie zaczynając od tyłu , nie wiem cosię dzieje z pozostałymi grupowiczami - odezwał się tylko Maciek, ale zamilkł.
Maćku gdzie jesteś ???????????? Daj znać co u ciebie - napisz chociaż o swoim nowym mieszkaniu.
O reszcie nie wspomnę. Wpadli w wir życia i już.
Co do zmian to uważam, że trzeba coś robić (nie próbować ale robić - to wielka różnica) i sprawdzać co czujemy, czy to jest zgodne z nami, czy nie. Trzeba sprawdzać kiedy coś robimy a kiedy porzucamy działanie. W jakich sytuacjach się to dzieje. Jak się na to spojrzy z tej perspektywy to naprawdę wiele się można o sobie dowiedzieć. Polecam spróbuj. Pod namową Andrzeja postępuję tak od tygodnia. Początkowo byłem przerażony. Teraz dochodzę do siebie i zauważam to czego wcześniej nie byłem w stanie. Czuję, że powoli staję na nogi i zaczynam mieć kontakt z samym sobą - tym prawdziwym Piotrem.

Do wszystkich a szczególnie do Moniki i Roberta:

Jest to moje osobiste odczucie.

W blogach, forach oraz terapiach grupowych moim zdaniem kryje się olbrzymia pułapka. Zaczynamy mówić o różnych ważnych kwestiach i mówimy w kierunku innych mając nadzieję, że ten prawdziwy adresat otrzyma wiadomość i zareaguje lub odpowie. Zamiast zrobić coś wspólnie, bijemy często pianę osobno. Widzę teraz, jak całe lata leżałem bezczynnie jak ten Baca na Babie , czekająć na trzęsienia ziemi - nic nie zrobiłem. Zauważyłem, że w towarzystwie, również waszym, łatwiej jest mówić o trudnych kwestiach i je roztrząsać. Jak się czuje wtedy ta druga strona? zastanawiając się dlaczego to słyszy dopiero teraz - nie ufa mi, nie chce się dzielić, czy nie może? Z pewnością nie jest to budujące.
Wczoraj pierwszy raz (od kilku lat) z Dorotą udało nam się normalnie ze sobą porozmawiać ale tylko dlatego że obydwoje chcieliśmy zrocić coś co jest zgodne z naszymi odczuciami. temat rozmowy był trudny i bolesny - ale zadziwiające było to, że po raz pierwszy odkąd pamiętam poczułem jaj ciepło, troskę i serdeczność (choć słowa mogły temu przeczyć). Jeśli zdecydujemy się o tym opowiedzieć na grupie to będę chciał to z nią wspólnie przegadać wcześniej.
Myślę, że moja praca powinna przesuwać środek ciężkości z wyrażania się na forum w kierunku pokazania swoich uczuć i siebie jako takiego Dorocie. Dzień dobry to ja - poznajmy się jestem nowy nie tylko dla ciebie ale i dla siebie. Oby nowy i na stałe - choć ciągle ten sam - trzymajcie za mnie kciuki bo to nie pierwsza moja próba.

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N lip 27, 2008 6:29 pm 
Offline

Dołączył(a): N lip 20, 2008 7:23 pm
Posty: 3
Przeanalizowałam forum i ostatnie tematy i
Robercie: raczej żadnej kobiecie nie zależy tylko na tym aby kapelusz wisiał na wieszaku. Fakt w obecnych czasach kobieta jest bardziej smodzielna zarabia i potrafi się utrzymać i nie tylko siebie ale i dzieci, że nie jest juz tak bezwolna i niesamodzielna jak to b yło dawniej co wam facetom dawało władzę bezwzględną. Teraz nie wystarczy udowodnić że sama sobie nie poradzi i że ze strachu przed przyszłością będzie przy mężu. To się zmieniło napewno jednak to co się nie zmnieniło to to że nadal potrzebuje wsparcia, czułości i w trudnych chwilach oparcia w najbliższej jej osobie. Potrzebuje kochać i być kochaną a o to musza się starać obydwie strony. Nie jest to łatwe sama to wiem i przerabiam.


wiem też że Łatwo przychodzi nam użalanie się nad sobą cierpienie bo wtedy każdy się nad nami lituje. Najtrudniej jest wziąć życie w swoje ręce i być za nie odpowiedzialnym a nie zrzucać odpowiedzialnośc za swoje niepowodzenia i trudności małżeńskie na drugą osobę. Ja uważam że sami mamy to na co pracujemy. zrozumiałam to niedwano i trudno to zaakceptować. Wiem ile sama zepsułam zniszczyłam bo do tanga trzeba dwojga. Nie ma strony złej i dobrej.

Ostatnie dni pokazują mi jak trudno być odpowiedzialnym za samego siebie zawsze łatwiej powiedzieć dla dzieci rodziny cierpię itd a prawda jest tak że chyba potrzebuję cierpieć niż coś z tym zrobić mająć to na uwadze postanowiłam wziąć życie w swoje ręce w pełni i nie obwiniać nikogo zwłaszcza Piotra za moje niepowodzenia i sytuację która mamy.
Pozdrawiam


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N lip 27, 2008 7:30 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Piotr Dorotka trzymam za was kciuki!!!
jak tak czytam to sobie mysle ze idziecie w dobrą strone...
pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N lip 27, 2008 8:11 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Do Roberta

Gdzie i o której gracie w tym tygodniu- proszę napisz.

Wspominałeś, że macie jakąś stronkę w necie - proszę prześlij ten adres

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn lip 28, 2008 8:41 pm 
Offline

Dołączył(a): N lip 20, 2008 7:23 pm
Posty: 3
Bożenko nie wiem gdzie idziemy:) to co wiem to to że warto wziąć życie w soje ręce i nikogo nie obwiniać za to co nas spotyka i za to co mamy bo mamy to na własne życzenie. decyzje które podejmujemy są każdego z nas z osobna a ostatnio zrozumialam też że nie podjęcie decyzji jest też decyzją gdyż podajemy się wtedy innym i też za to sami odpowiadamy. Trochę to chaotyczne ale z polskiego nigdy nie byłam dobra ha ha ha :D . Trzymam za ciebie kciuki masz duży potencjał na to żeby w życiu być szczęśliwym tylko nie poddawaj się.

_________________
Pozdrawiam Dorota


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 29, 2008 9:00 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam was wszystkich serdecznie. Chciałam napisać, że się cieszę, ale zmazałam, bo nie za bardzo to słowo pasuje, może raczej, że dobrze jest przeczytać to co napisała Dorota i Piotr. Zyczę Wam mądrości i miłości.
Wczoraj wieczorem wróciliśmy z przemyśla ( bylismy tam 3 dni Wspaniały wyjazd). Moja znajoma, z którą tam byliśmy powiedziała zdanie, które wyraziło moje ostatnie przemyślenia chodziło mniej więcej o to, że szczęście to nie znaczy wcale życie bez cierpienia, tylko to jak cierpienie przyjmujemy. To bardzo fajne usłyszeć jak ktoś mówi o tym co ostatnio zaprzątało mi myśli.
Na razie kończę pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 29, 2008 9:05 am 
witajcie, ośmieliłam się napisać....
zajrzałam na forum miesiąc temu w przelocie i już było tak poważnie, że się wystraszyłam, poza tym zyskałam wrażenie, że w jakiś sposób podglądam ludzi, o których nic nie wiem, słusznie napisał Piotrek, że to forum daje możliwość pisania i mówienia o rzeczach szczególnie trudnych, w ogóle łatwiej się pisze, trudniej coś powiedzieć, a jeszcze komuś w twarz? wyższa szkoła jazdy:) Wasze posty uczą mnie pokory wobec tego, co dzieje się na grupie, gdzie łatwo kogoś zaszeregować, ocenić na podstawie jednej fragmentarycznej wypowiedzi lub jej braku, tymczasem za nim wiele doświadczeń, emocji, przeżyć, których nie jest w stanie przekazać pewnie ze względu na czas i okoliczności i te muszą pozostać w sferze naszych domysłów. Nasze spotkania są zaledwie wyrywkami z historii naszego życia, fajnie, że można ją dopełnić w cyberprzestrzeni...
W czerwcu perspektywa dwóch miesięcy przerwy wydawała mi się całą epoką, nieznośnie długim oczekiwaniem na kolejny odcinek, tymczasem pólmetek za nami. Nie dawaliśmy znaku życia, bo w ogóle odcięliśmy linie zasilania od świata zewnętrznego i ruszyliśmy w dzikie tereny nadmorskie pod namiot. Ładnie było... pod prawie gołym niebem, woda, piasek, słońce, innymi słowy ograny landszafcik, a jednak przynoszący ukojenie kolejnym pokoleniom.
Poza tym nasz Malutek został podświetlony/a, ma już 9 cm od główki do pupki i jest zdrowy, straszny zbój i wiercipięta. Swoją ruchliwością wyprowadził z równowagi pana diagnostę tak, iż nazwał go skurczybykiem... Znów we mnie staje się człowiek, może i ja będę bardziej ludzka?
Piotrze, a propos imion, śmialiśmy się ostatnio - serdecznie - z Romkiem - bez związku z tematem na forum - z tej Twojej ksywki, a raczej z tego, że tak do Ciebie przylgnęła, że nawet Dorota jej używa... Widać musiałeś na to przyzwolić, ciekawe dlaczego? Według starych przekazów, nazywać kogoś po imieniu, znaczy, że się go zna, a nawet że ten ktoś, kogo nazywamy imieniem, do nas należy! Imię niesie ze sobą pewną zażyłość, intymność, przypomnijcie sobie, jak szczególnym jest moment, gdy wypowiedziało się pierwszy raz imię kogoś, kogo się pokochało, to imię brzmi przecież jak najpiękniejsza melodia! Zupełnie inną jest kwestia znaczenia imienia, na które nie zawsze mamy wpływ, ale jeśli jest ładne, chętnie je przywołujemy, ono może nam dawać siłę. Twoje znaczy "skała" - "Petrus", ten, na którym Bóg postanowił zbudować Kościół, inaczej mówiąc "dom" - być skałą dla swojego domu, trwałym i stablinym fundamentem to coś więcej niż filcowy kapelusz , choćby był najbardziej wytworny...
z szacunkiem dla Was wszystkich. ave. joanna


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lip 29, 2008 10:25 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Jeszcze raz witam.
Szczególnie serdecznie Aśkę. To wspaniale, że Wasz Dzidziuś rośnie zdrowo i jest taki przebojowy.

Coś do wypowiedzi Bożeny- na temat białej kartki. Ja mam wrażenie, że ta kartka nie jest do końca biała tylko zapisana atramentem sympatycznym albo sokiem z cytryny i my po prosty nie widzimy co tam pisze- myślimy, ze kartka jest biała, a na niej jest już jakiś przekaż- może nie całkiem kompletny.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 30, 2008 7:27 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Witamy nową "Forumowiczkę".

To super, że dzieciątko jet takie żywe i energiczne. Cieszę się razem z wami. Nawet jeśli daje popalić (jak na razie tylko diagnostykowi) to lepiej niż miałoby być zbyt spokojne. Życie to ruch - i tak ma być. To że w tobie rośnie nowe życie jest piękne. Zastanów się jednak czy powinnaś z nim wiązać kwestie związane z twoimi przemianami. To jednak osobne istnienie i człowiek, z jednej strony z tobą połączony a z drugiej odrębny i indywidualny. Moim zdaniem należy uważać aby nie obciążać swoich potomków własnymi problemami. My w naszym małżeństwie też zauważyliśmy, że obciążamy nasze dzieci wagą naszego związku. Staramy się teraz robić wszystko aby nie warunkować szczęścia naszego związku od dzieci. One nie są winne naszym problemom i powinny mieć pewność, że kochamy ich niezależnie od tego co się dzieje lub stanie między nami. To trudne ale wydaje się nam, że możliwe. Dwa lata temu Dorota powiedziała mi, że gdyby nie nasze dzieci już dawno odeszłaby - to ślepa ścieżka. Obciążanie dzieci takim brzemieniem jest niewłaściwe. Teraz pracujemy nad tym aby w pełni czuć, czy siebie pragniemy i jesteśmy swoim wzajemnym spełnieniem. Reasumując Joasiu moje osobiste doświadczenia bądź uważna co czujesz myśląc o swoim dziecku - wydaje mi się , że lepiej wziąć odpowiedzialność za siebie w swoje ręce i nie wiązać nadzieji na odmianę z maluszkiem.


Zauważyłem, że na forum łatwiej jest wyrażać swoje uczucia z drugiej strony widzę, że używamy najczęściej przenośni porównań itd... Rzadko ktoś pisze wprost i wali między oczy. Może czas przejść na wyższy poziom i podgrzać temperaturę dyskusji.

Ciekawe jest również, że tylko ja z Robertem wyrażamy się na Forum - czyli faceci z problemami w swoich związkach - czy to coś oznacza ?
Ciekawy jestem waszych opinii.

Pozdrawiam

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 30, 2008 9:13 am 
witajcie,
Piotrze pisząc, że stanę się bardziej ludzka miałam na myśli raczej fakt, że z każdym dzieckiem człowiek w jakiś sposób rodzi się na nowo w swojej rodzinie - pojawia się kolejny członek, nie wiadomo jaki, ze swoim usposobieniem, potrzebami i zmienia system rodzinny. Tworzą się trochę inne relacje, inny podział obowązków, czasem zmieniają role - nasza córka będzie teraz starszą siostrą - dla każdego z nas rozpoczyna się nowy rozdział w życiu. Oczywiście wnosimy do niego stare sprawy. Ale te, które dotyczą mnie i Romka, są między nami i nie ma co mieszać w nie kogokolwiek. Błędy, o których piszesz, znam z własnego dzieciństwa, wprawdzie rodzice nigdy nami nie grali, ale jako mała dziewczynka byłam powierniczką swojej mamy w jej kłopotach małżeńskich. Dziecko ani nie ma siły, ani środków, aby unieść ciężar spraw dorosłych, ma prawo do dzieciństwa i spokoju. Choć z drugiej strony to oczywisty frazes, jeśli w domu pomiedzy rodzicami trwa wieczna wojna. Dziecko jak barometr wyczuwa sytuacje i jest nieszczęśliwe. Nic tylko uleczyć związek, dla naszych dzieci kazde inne rozwiazanie będzie katastrofą, choćbyśmy bardzo starali się minimalizować koszty rozstania. Oczywiście jest jeszcze gorzej, kiedy dziecko wprost otrzymuje informację, że małżenstwo trwa dla niego i przez nie, ma być za to wdzięczne. Tego sobie zupełnie nie wyobrażam. Zresztą kiedy byłyśmy z siostrą nastoletnimi dzewczynami, rodzice rozstali się, ku uldze wszystkich, nigdy nie rozwiedli, pozostali w większej przyjaźni w separacji, aniżeli żyjąc razem. Lepiej nas wychowywali osobno niż pod jednym dachem. Nigdy nie czułyśmy się winne rozpadowi naszej rodziny, to były sprawy naszych rodziców. Bardzo ich za to szanuję.
Wiesz, rozumiem i szanuję Dorotę za to, że dla swoich dzieci postanowiła zostać z Tobą. Po pierwsze dlatego, że musi e bardzo kochać, po drugie dlatego, że nie zawsze człowiek ma pomysł na swoje kłopoty, szuka dobrego powodu, by trwać, a życie nie zna próżni i samo przynosi rozwiązanie. Po trzecie musiała znaleźć jednak w sobie dość siły, by zostać, może jednak z miłości do Ciebie, w nadziei na lepsze jutro i dzięki temu macie dzisiejszy dzień. Szczerze Wam kibicuję. A Roberto jakoś zamilkł....


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 30, 2008 1:28 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Joasiu

Bardzo podoba mi si to co napisałaś ,nie tylko pod względem treści ale również formy. Cieszy mnie, że zaczynamy wyrażać się bardziej bezpośrednio. Wdzięczny jestem również, że swoje opinie podparłaś przykładami z własnrgo życia. Nie każdego stać na takie odsłonięcie się. To cenne wiedzieć, że to co nas dotyczy inni odczuli w swoim życiu - nie jesteśmy sami i odoosobnieni. Bardzo podnosi mnie na duchu twoja wiara, że Dorota jeszcze coś czuje do mnie - dodałaś mi skrzydeł.

Więcej napiszę wieczorem
Pozdrówka Pa

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 30, 2008 9:00 pm 
Asiu bardzo miło jest widzieć Cię na forum. Długo mi to zajęło ale zrozumiałam że dla dzieci nie mozna byc ze sobą można to tylko zrobić dl samego siebie. Zawsze mi powtarzano że dla dzieci trzeba utrzymać rodzine teraz wiem już że to zła droga. Gdy my jesteśmy szczęśliwi nasze dzieci też:) Bbardzo a to bardzo kibicuję tobie i Romkowi bo po Was naprawdę widać że się kochacie a w życiu zmnienia nas nie tylko nowy członek rodziny ale też każda sytuacja i osoba którą spotykamy gdyż uważam że nic nie dzieje się bez przyczyny i każdy kto staje na naszej drodze jest kimś kto wywrze wpływ na nas .


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lip 30, 2008 9:56 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Tak się jakoś dziwnie składa, że pary z naszej grupy są najbardziej aktywne na forum. Brakuje jeszcze Romana, który się ciągle ukrywa. Roman - gdzie jesteś? Daj znać o sobie.

Trudno jest pisać o swoich opiniach i odczuciach, próbując doradzić innym, kiedy się zaczyna zauważać jak wiele się spieprzyło samemu. Dzisiaj przekonałem się jak mogę krzywdzić ludzi nie zdając sobie z tego sprawy. Zauważam też, jak potrafię się oszukiwać odnośnie własnych intencji. Wiele z moich decyzji i czynów wynikało, jak mi się zdawało ze szlachetnych lub racjonalnych pobudek. I co? Okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Może ten drugi wymiar faktycznie isnieje tylko nie mamy z nim kontaktu? Czy można oczekiwać szacunku i miłości innych jeżeli nie posiada się tych uczuć w stosunku do samego siebie?



Bożena proszę dołącz do nas bo coś zamilkłaś. Nie przejmuj się parami one zawsze są hałaśliwe.

Pozdrówka

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lip 31, 2008 2:54 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam Was serdecznie.
Dochodzę do wniosku, że życie między ludźmi jest zbyt skomplikowane. Każdy czegoś oczekuje, coś się każdemu zdaje. Najlepiej zostać pustelnikiem, który jest dokarmiany przez pobliski urząd gminy: medytować sobie i patrzeć w chmury, a jak się znudzi to mały wypad do miasta lub może jakaś pielgrzymka przyjedzie.
Piotr napisał, ze najpierw trzeba czuć szacunek i miłość do siebie samego- na pewno tak jest, ale możesz się bardzo lubić i byc zadowolonym z tego co robisz a tu nagle reszta świata, lub jej jakiś reprezentant czuje dokładnie inaczej i oczywiście cię o tym informuje. Wtedy w dobrym tonie jest się poczuć winnym, albo zaatakować swojego informatora- to zreszta zazwyczaj idzie w parze.
Mówiąc wprost chcę powiedzieć, że mam chandrę i nich to wszystko jasny szlag.
Na chandrę jest jeden sposób-zaszaleć
Pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lip 31, 2008 9:18 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie :)
wiesz Monia mnie też jakoś ciężkawo,ten okres wakacyjny troche długi...
Zastanawiam się co będzie po skączeniu grupy skoro teraz ta przerwa sprawia ,że wszystko zaczyna mi spowrotem umykać.
Ale to później teraz WITAJ ASIU!!!
Poprostu dobrze wiedzieć ,że jesteś i nawet jeśli nie piszesz to że wiesz...
ze zaglądasz...

Co do tematu dzieci i rodzice Asiu masz fajną wiedze, ty Piotrze i Dorotko też.
Ja niestety mam doswiadczenie tego dziecka które było wykorzystywane w relacjiach między rodzicami,choć podobno człowiek ma takich rodziców na jakich zasłużył./znaczy ten los który trzeba przyjąć/
Często zastanawiałam się dlaczego oni się nie rozstali i nie wiem.
Nie wiem też jaką ja była bym matka i pewnie nigdy się o tym nie przekonam.
Dlatego podziwiam was za trud jaki wkładacie w wasze związki i ze chcecie coś na prawiać,coś robić aby było lepiej .A wtym wszystkim zauważacie uczucia własnych dzieci.

pozdrawiam Bożena


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sie 01, 2008 9:05 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Wasze dzieci są małe, a moje juz dorosłe. Mogę wpływać na ich życie w takim stopniu na jaki pozwalają i jakiego chcą. Mimo, że mieszkaja ze mną i są jeszcze na moim utrzymaniu. Zawsze zresztą dostrzegałam ich odrębność, to że są osobnymi ludźmi- już nawet w ciąży, czułam, że to odrębne osoby, które mają swój charakter i swoją drogę. Oczywiście z powodu braku doświadczenia, wymagali nadzoru i kontroli, z biegiem czasu coraz mniejszej. Z tych moich obserwacji wynika, że rodzic na charakter dziecka może wpłynąć tylko łagodząc lub podkreślając niektóre cechy (które to dziecko posiada) natomiast może znacząco wpłynąć na światopogląd swojej latorośli.
Ja walczyłam z moim ojcem- on podkreślał moją waleczność i agresję. Ale gdybym miała naturę ugodową to szukałabym w konfliktach z nim nie powodu do walki, ale do ugody, kompromisu, dyplomacji. Dawniej myślałam, że o relacjach rodzice-dzieci decyduja tylko rodzice. Teraz uważam, że również dzieci kształtują te relacje- oczywiście ich wpływ jest procentowo mniejszy, ponieważ rodzice mają więcej władzy, doświadczenia, środków nacisku i (przynajmniej chciałoby sie oczekiwać)) więcej mądrości
Pozdrowienia
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N sie 03, 2008 1:14 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
jestem
najpierw do Piotra .miałem rozwinąć wątek.
Myślę że każdy jest prześladowcą "trochę"
czyli trochę za mało albo troche za dużo.(jak z piciem -pijemy wszyscy -trochę)
jezeli nie przesladujesz kogos kto cie wk...
stajesz się swoim przesladowcą.
Jest jeszcze tak jak mówi Andrzej -sa tacy którzy nie muszą przesladować,
ale raczej nie wsród nas .My przesladowaniu i poniżaniu mówimy zdecydowanie , raczej nie.
opowiem coś- podczas wycieczki , zajechalismy do zamku w dębnie.(koło brzeska -polacam)
Na dziedzińcu zacząłem bardzo sympatyczną rozmowę ze starszym jegomościem o żywych oczach.nie mogliśmy się odczepić od siebie.
W końcu pytam czy był nauczycielem -Tak .Czy Pan Taki a taki -Tak.
okazało sie ,ze spotkałem mojego profesora matematyki z liceum .
To był nauczyciel który kochał matematykę. Mówił nam zawsze -myślenie ,myślenie, pokazujac nam jednocześnie , gdzie umiejscowić ten proces.
Mogę wąm podpowiedziec ,że nie pukał się w zadek.
jezeli myslę -wszystko staje się proste .Przestaje sie bać.
zaczynam kochać?Myslę -więc kocham?
popatrzcie jakie talenty dostalismy .
drzewa dały nam zdolnośc trwania tam , gdzie nasze miejsce.
Zwierzęta zdolnośc walki o to miejsce.czasem wznosimy sie ponad wszystko jak ptaki -i tak jak one umiemy leciec w kluczu ( jak na pocieszka).czasem niestety idziemy na rzeż , albo jak osły bierzemy nie swój bagaż.Ale za to kochamy jak Ludzie.I tylko jak Oni Myslimy.
A teraz powaznie.Ciągle nie moge się pozbyć wrazenia , że z Bożeną
to jest jakaś zdrada.Nie utożsamiam Jej z tym o czym mówi.
Według mnie ma potencjał Kobiecy .

Romaaaaaaanie !

trzymajcie się.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 04, 2008 10:30 pm 
jestem w strasznym stanie ,zwolniłam sie z pracy bo psychicznie nie dałam juz rady mąz ma zamiar złożyc wniosek rozwodowy bo chce zyc po swojemu ,nie mam siły wstac i umyć szklanki na herbate.NIE WIEM JAK SOBIE PORADZĘ Z TYM WSZYSTKIM.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 05, 2008 8:04 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Iwona

To badrzo smutne, co napisałaś. Jeżeli możesz, to porozmawiaj o tej sytuacji ze swoimi przyjaciółmi. Może nawet niekoniecznie o tej sytuacji. Wiem, że to trudne (znam z autopsji) ale spróbuj wyjść do ludzi najlepiej, tobie życzliwych. Nie zamykaj się w sobie bo wtedy poczujesz się jeszcze bardziej samotna. Napisz na forum co czujesz. Wylej ten żal z siebie, nie zostawij go w środku.
Pamiętaj, że nie ma sytuacji bez wyjścia, trzeba je tylko znaleźć a to co najgorsze to bezczynność i użalanie się nad sobą - już chyba lepsza jest złość ale wyrażana otwarcie.

Trzymaj się i Pozdrawiam - dopiszę coś wieczorem.

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 05, 2008 8:55 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Iwono, napisałaś na forum a to juz jest jakiś ruch. Coś robisz, zeby sobie pomóc, jak na kogoś kto nie może umyć szklanki to dużo. Ale ruszaj sie i zrób cos więcej, może właśnie umyj szklankę.
Jak w moim życiu się waliło to pisałam na kilku forach, juz samo napisanie o moich problemach przynosiło mi ulgę a tu jeszcze dodatkowo jacyś ludzie mi odpisywali, poświęcali swój czas dla mnie - to mi duzo dawało. To co Piotr napisał to święta prawda, podpisuję się obiema rękami. Chciałam sie jeszcze z Tobą podzielić takim spostrzeżeniem: ja zawsze wierzę, ze jak sięgnę dna, to się mogę tylko odbić- nawet jeżeli to nie jest prawda, to wpajam sobie to przekonanie i w to wierzę. Myslę, że to ta wiara mnie uruchmia, pozwala się odbić od dna i nie pozostac na nim. Spadam i zawsze się odbijam. Mówię sobie będzie to co ma być, ale z każdego gówna można dla siebie wyciągnąć jakąś korzyść, każda tragedia, którą się przezywa może dać człowiekowi, jak już przez to przebrnie, coś pozytywnego. Więc w moich porażkach, upadkach i ciosach od losu - tak szybko jak sie da- jak tylko mimo rozpaczy zaczynam myśleć- szukam tego co też dobrego dla mnie da się z tego uzyskać- zawsze się coś cennego znajduje- bo przeciez byle co nie może tak drogo kosztować.
Może juz pora- rusz tyłek i się za coś zabieraj nic nie jest warte tego, zeby tracic swoje życie, nawet te doły w które co jakiś czas się wpada, a także nie mąż, który chce Cię zostawić.Zatrzymywanie na siłę nie działa, chyba, że tak na prawdę On chce zostać. Pozwól mu odejść, wtedy jeżeli cos ważnego Was łączy On zostanie, a jak nie ma więzi odejdzie. Wtedy, w każdym z tych przypadków zacznie się dla Was obojga nowe życie i osobno od każdego z Was będzie zależało czy lepsze. Związek, w którym się kurczowo i panicznie trzyma drugą osobę nie może byc szczęśliwy- przerobiłam to i pokazuje Ci perłę którą wyciągnęłam z gnoju. Odeszlam z perłą, gnój, w którym sie babrałam zniknął.
Możesz wychodzić z domu? Jeżeli tak to idź na spacer, jeżeli nie to chociaz na spacerek po balkonie i popatrz w chmury.
Pozdrawiam
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 05, 2008 10:47 am 
Witajcie, wszystkim się trochę dłuży co? a może nawet za sobą tęsknimy odrobinkę :) NOrmalnie człowiek żyje bardzo szybko, ciągle coś się dzieje, a tu trzeba poczekać, a myślę, że tego nie umiemy, chcemy rozwiązań na już, podobnie z uleczeniem, na które czasem czeka się dłuuugo. Szczególnie jeśli leczy się rodzina, a każdy z nas ma swoje tempo, jednemu pewne rzeczy przychodzą szybciej, drugi boryka się z nimi wiele miesięcy, przy czym każdy ma do tego prawo.
Iwona, wierzę, że masz w sobie dość siły, by przetrwać, czasem w stanie hibernacji (jak teraz), nie szkodzi. Wyznacz plan dzienny tego, co musisz zrobić (zjeść, umyć się, zadbać o dzieci, uśmiechnąć się do kogoś, zrobić coś dla siebie, może dać sobie pomóc, znaleźć w ciągu dnia jedną dobrą rzecz, która Cię spotkała etc.). Niedługo się spotkamy, jeśli to jednak za długo, napisz do Andrzeja - obiecał przecież pomoc w takiej sytuacji. Ks. Twardowski napisał w jednym ze swoich wierszy taką myśl, która zawsze mnie pociesza - "....kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno...." zawsze jest wyjście. Pozdrawiam Was wszystkich słonecznie. aśka[/i]


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 05, 2008 1:27 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
Iwona -co tam -jak szklanka?
Z naszej strony wyglada to tak -jeżeli twój maż chciałby tego -pozew leżałby na stole .Na razie chce chce być z toba ,tylko pewnie nie wie jak?
Nie zgadzam się z Monika , że można to załatwić na forum .
Widziałas na ostatniej grupie jak Monika to załatwia-chyba nie bałdzo.
Możesz to załatwić tylko z nim .
Na forach sie dowiesz , ze jest milion facetów , nie ten to nastepny .
A wogóle to na drzewo.
Napieraj do Andrzeja.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 05, 2008 1:56 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Wychodzi na to mój drogi R, ze nie rozumiesz tego, że na forum nie szuka się rady, chodzi o to żeby najpierw nie zwariować, utrzymać się w jakim takim stanie, przestać płakać, móc umyć szklankę, a potem, żeby się pozbierać. Jeżeli ktoś Ci odpowiada, to znaczy, że wysłuchał i czujesz, że nie jesteś tak bardzo sam. Odpowiedź na zasadnicze pytania i tak znajduje się w sobie, jeżeli czyjaś rada nie pasuje, to ją odrzucamy. Nie mogę się też zgodzić z Tobą, że nic nie załatwiłam na ostatniej sesji- mój wybuch dał mi dużo do myślenia. Nie da się tego zresztą opisać co czułam po i właściwie czuję nadal (zaznaczam, ze nie jest to łatwe i waży ze dwie tony) i jak mi to namieszało w duszy, po za tym Andrzej mógł mi przerwać, a jednak pozwolił mi mówić- więc widział w tym sens.
Iwona! pisz do Andrzeja i na forum też. Najważniejsze jest to co napisał Piotr, nie można zostać samemu i rozpaczać, trzeba znaleźć wokól innych ludzi.
Było by cudownie gdybyś mogła wszystko tak po prostu załatwić z mężem- ale z tego co piszesz wynika, że to nie jest takie łatwe. Zgadzam się też z Robertem, gdyby twój mąż chciał naprawdę rozwodu, to miałabyś pozew na stole, a jak go nie ma to znaczy, że wcale jeszcze nie podjął decyzji.
Pozdrowienia :wink:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 05, 2008 8:24 pm 
dziękuje wam z całego serca. To ze odpisaliście to dla mnie bardzo dużo .narazie jestem przerażona że go stracę chociaż co tak naprawde stracę to muszę się jeszcze dobrze zastanowić. Nie chcę go zatrzymać na siłę wiem że on też ma poważne problemy ze sobą ale on nie chce pomocy.Jesteście naprawde szczęśliwi ze możecie w parach małzeńskich korzystać z tej terapi.Tęsknię za wami.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 05, 2008 8:51 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Masz rację, wspólna terapia działa podwójnie, poza tym daje mozliwość spojrzeć troche inaczej na tego człowieka, którego właściwie sie dobrze zna, ale może nie tak dobrze, jakby się wydawało. W twoim życiu dzieje się rewolucja. NIe wiadomo co nastąpi po niej. Ale każda burza kiedyś się kończy Może zostaniesz z mężem, a może się rozstaniecie. To co możesz zrobić to stawić czoła życiu. Może znajdziesz pomoc u Twoich współwyznawców, z tego co wiem to nalezysz do kościoła, którego wspólnota bardzo sie wspiera. Chciałam Ci opowiedzieć historię, którą mocno przeżyłam. Kiedyś byłam bardzo załamana, szłam ulicą, było już ciemno. Chciało mi sie płakać i wtedy w mojej głowie opowiedziała mi sie taka historia:
Pewnego wieczoru szłam ulićą, było mi bardzo źle, swieciły latarnie, było pusto. W niebie Bóg zmęczony całym dniem wysłuchiwania modlitw i próśb, usiadł w fotelu i zaczął zapadać w drzemkę. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie na Ziemię, akurat na ulicę po której szłam, zobaczył moje cierpienie, ulitował się nade mną i zmęczonym głosem szepnął mi do ucha: odwagi, dziecko, dodaję ci odwagi.
Życie jest takie pełne niespodzianek :geek: :geek: :geek:

Dodane po 2 minutach:

Jeszcze jedno, z brudnej szklanki nie pij, bo dostaniesz opryszczki.
Dobranoc


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr sie 06, 2008 11:28 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Cze!! Iwonko...
Zastanawiałam sie co Ci napisać.W sumie od pozostałych dostałaś już słowa wsparcia.
Ja też miałam ochotke troche Ci posłodzić ,napisać jak należy sobie poradzić ze swojego przykładu...Ale tego nie zrobie.
Bo życie jest często do Dupy,a ludzie są egoistami...i Ja też taka jestem.
dobrze jest usłyszeć wspierajace słowa.lecz coraz cześciej dochodze do wniosku że prawde powiedział mi geodeta"im większa kurwa,tym ma lepiej w życiu"
Tyle lat przeżyłaś i napewno nie jeden dołek przeszłaś.i udawało się Tobie...teraz też dbaj poprostu o Siebie...
jeśli ta grupa i Andrzej Ci pomaga wołaj o pomoc a jesli nie ,lub przestanie pomagać olej nas i poszukaj kogoś kto Ci da tą pomoc...
naiwność i dobrotliwość bez zdrowego egoizmu jest głupotą .poprostu trzymaj się tego że to TY jesteś Ważna aby żyć.

.......


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz sie 07, 2008 11:22 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Nic dodać nic ująć. Często zapominamy, ze mamy przede wszystkim obowiazki wobec siebie.Zwłaszcza obowiazek przezyc jak najlepiej potrafimy swoje życie. Resztę zmazałam bo jakieś banały napisałam.
Jutro jedziemy z Robertem na wakacje.
Więc do przeczytania po powrocie
serdeczności
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 18, 2008 9:37 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam serdecznie po wakacjach. Było świetnie. Czas płynął ze trzy razy wolniej. Pozdrawiam


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 19, 2008 7:54 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Za pare nascie dni za Parenaście tra ta tam ta tam :P zobaczymy się...
nasze mordki!
a puźniej kilka w spulnych chwil i zostaniemy sami NA ZAWSZE :evil:
więc może będzie nam lepiej, a pewnie nie. Lecz starać się nam wypada...
przynajmniej Mnie!
pomyslałam Sobie więc tak na serio,że warto może UTajNIć to forum
Ja pisać tu już nie zamierzam raczej ,lecz swego czasu potrzebne mi było
znaczy się przydało!!!
Może kiedyś komuś z Nas /do stycznia daleko/ jescze się przyda by coś tu napisać i nie być samemu>samej hmmm?
co wy na to ??? jest ktoś za!?
bo mnie wsumie wszysciutko jedniutko nawet nie wiem czy wruce na grupe 8)

pa...


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 25, 2008 1:14 pm 
Obojętność prowadzi do nikąd,nie idż tam. Przeszłam juztroche terapi i myślę ze każda mi dużo dała choc nie byłam gotowa wyjść z tego całkiem.Wiem tylko ze nie powinnaś rezygnować.Chciałabym cię znowu zobaczyc i razem z tobą cieszyć się z tego że terapia nam pomogła. Gdyby cię nie było to ta terapia będzie dla mnie jakaś wybrakowana.
Ja też czuję się okropnie.Cały czas jestem na granicy zycia i śmierci.Najchętniej zasnęła bym i nie obudziła się już,tylko dzieci mi szkoda więc oddycham na siłę.To w co wierzę dodaje mi nadziei że kiedyś zaznam naprawdę szczęsliwego życia,bo takiego jak mam nie umie zaakceptować.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr sie 27, 2008 8:34 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Kiedyś tez wierzyłam w szczęśliwe życie w przyszłości. Uważałam też, że wszystko co złe się odmieni jak np będziemy mieli lepszą sytuacje finansowa lub się przeprowadzimy lub coś tam jeszcze innego. Żyłam życiem, które mi się nie podobało, kontemplowałam swoje nieszczęście, cierpiałam ( to przecież takie wzniosłe i szlachetne), żałowałam sobie wszystkiego. W końcu zauważyłam, że nie ma szczęśliwego życia w przyszłości. Żyje się teraz i czuje się teraz. Ani odczucia z przeszłości nie są ważne ani tym bardziej te których jeszcze nie doznaliśmy. To co jest teraz ściska nam żołądek, to przez to płaczemy, tracimy nadzieję ale też doznajemy przyjemności i szczęścia. a nasza przyszłośc jest najczęściej całkiem inna niz sobie wyobrażamy 100 razy gorsza albo 100 razy lepsza. Powiem jeszcze, ze jeżeli Bóg postawi na mojej drodze jakis trzepak to sie na nim huśtam, chociaż mam 40 lat i ludzie moga myśleć, ze jestem popieprzona, albo, że na siłę pozuję na kogoś tam. A ja się huśtam bo to jest fajne i tak lubie i przypomina mi sie dzieciństwo. I huśtać sie będę póki mogę, a bardzo bym chciała długo móc. I jeszcze jedno, wszystkimi nieszczęściami jakie jeszcze mnie dopadną zamierzam się martwić odpowiednio krótko. w końcu nawet załoba po kimś kochanym trwa tylko rok i jest wielce niestosowne ją przedłuzać. A wiele nieszczęść, mozna opłakac w jedna noc. Może jutro bedę myslec, ze to życie jest beznadziejne. Ale jutra przeciez teraz nie ma. Pozdrowienia i do zobaczenia. Acha kiedy my właściwie się spotykamy?


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So sie 30, 2008 10:28 am 
żle mnie zrozumiałaś Moniś.Mówiąc o przyszłości miałam na myśli świat jaki w biblii obiecuje Bóg,rajskie warunki na ziemi zamieszkiwanej przez prawych doskonałych ludzi.Teraz chce poprostu jakoś przetrwać i jeśli uda mi się dzięki terapii poprawić swoje zdrowie psychiczne to będzie już coś.Podoba mi się to że masz siłę aby brać życie takim jakie jest i cieszyć się zkażdej dobrej rzeczy ktora ci się przytrafia.Mnie na razie męczy sytuacja z moim mężem trochę nie rozwiązana bo mieszka w Warszawie bo tam pracuje a papierów rozwodowwych jak nie było tak nie ma.Wiem ze nikogo nie ma więc zgłupiałam.Troche mniej się boje samotności nie jest tak żle jak myślałam.Ciągle dręczy mnie strach i gniew nie bardzo wiem co z tym zrobic.Nie mogę przez to normalnie funkcjonować.A ty jak się czujesz i jak sobie radzisz?
IDIOT- PROSZĘ ZMIEŃ TEGO IDIOTA TO DO CIEBIE NIE PASUJE


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt wrz 02, 2008 8:52 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
ze strachem jakoś sobie radzę, gorzej z gniewem. Dla mnie lekarstwem na wszystkie złe uczucia, których doznaję jest ruch. To moze być wysiłek fizyczny-ale tylko na zewnątrz, nie w budynku, lub po prostu zmiana miejsca, kontakt z ludźmi, których nie widzę na codzień, na lekką chandrę dobre są tez dla mnie zakupy. Bardzo dobrze jest też jak mi się chce pisać jakiś wiersz, bo wtedy całkowicie mnie pochłania dopracowanie go i skupiam się na słowach. Moze to trwać nawet cały dzień. Wymyślam różne wersje , porównuje która lepsza, najczęściej muszę je zapamiętywać bo przy okazji robie to co zwykle np jade samochodem- to mi nie pozostawia miejsca w głowie na myslenie o tym co mnie gnębi- w efekcie się uspokajam. Uważam, ze każde działanie, które pozwala przetrwać w jak najbardziej spokojny i mozliwie niebolesny i znośny sposób jest dobre- dla mnie zabójcza jest bezczynność.
Podrawiam Cię Iwonko serdecznie i resztę grupy oczywiście też
Do zobaczenia w niedzielę


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt wrz 02, 2008 4:54 pm 
Witam wszystkich,
i już po wakacjach...serce mi mocniej bije czytając to forum - znalazłam dopiero dzisiaj - często myślami byłam przy GRUPIE...
ja nie lubię komputerów ... czekam na spotkanie Ania


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt wrz 02, 2008 4:57 pm 
no i oczywiście po ostatniej grupie dostałam potężnej wysypki :wink: an


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr wrz 03, 2008 2:22 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
witajcie, a bardziej chciałbym sie pozegnać.
powód - oddaje Monice pole.
udział w zabawie zły -dobry -na to chyba jestem za stary .
były wazniejsze rzeczy do zrobienia.
pozdrawiam wszystkich -owocnej pracy.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr wrz 03, 2008 6:26 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
do Roberta
jak mogę to zrozumieć? nie będzie Cię w niedziele? a gdzie "pożegnalne całusy", komputerowe pa pa się dla mnie osobiście nie liczy... an.

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr wrz 03, 2008 6:40 pm 
Robert ja tego nie przyjmuję do wiadomości jak was znam to właśnie po to jest dla was ta terapia żebyście przestali się w to bawić i umieli realnie popatrzeć na samych siebie .Szkoda by było gdybyś się teraz wycoał


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 04, 2008 10:45 am 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
reakcja niespodziewana.chciałem sie krótko pożegnać.choc gardło miałem zciśniete jak to pisałem.
na ostatnim spotkaniu monika wyraznie pokazała gdzie mnie ma.
wyszła sobie sama .potem ani słowa na ten temat -do dzisiaj .
w końcu facet musi wiedzieć gdzie jest jego miejsce.
to jest sprawa rzetelności.na pierwszej rozmowie andrzej zapytał- czy chcemy cos robić razem.odpowiedzieliśmy -tak.
teraz monika twierdzi ,że idzie tam dla siebie. w takim przypadku jest to dokładnie nierzetelne.
myślę ze gdyby powiedziała cokolwiek co mogłoby odczarowac to co zrobiła chętnie bym poszedł .W tym momencie mam przekonanie , że zrobi dokładnie to samo.zapewniam was , że nie można wyrobić w sobie odporności na take jazdy.na niszczenie.

Dodane po 50 minutach:

w naszej 12 letniej firmie do której monika dołączyła 2 lata temu jest podobnie-nikomu sie juz nie chce-trzymaja nas tylko pieniadze.
powód ten sam -napalm.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 04, 2008 11:52 am 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
a może zostaniesz dla siebie? :)

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 04, 2008 1:29 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Cieszę się, że zachęcacie Roberta do dalszego udziału w grupie.
Myślę, że dla wielu z nas te spotkania nie były łatwe.
Chciałam napisać do wszystkich, którzy maja spięcia z bliskimi, ze w zdenerwowaniu mówi się różne rzeczy, potem napięcie przechodzi i zapominamy o tym. Ale może się okazać, że ta druga osoba to w sobie dusi i przeżywa. A my po prostu już o tym nie myślimy. Powoduje to wzrost napięcia pomiędzy ludźmi. Moze trzeba po prostu o tym powiedzieć spokojnie, bez złości i tak, zeby nie oskarzać drugiej osoby- bo to nic nie da.
Dowiaduję się dopiero na tym forum, ze Robert ciągle jeszcze to przeżywa.
Dwa ostatnie miesiące przeżyliśmy w przyjaźni, a wydaje mi się nawet, ze doświadczyliśmy wielu chwil wypełnionych miłością i wzajemną wdzięcznością.
Na grupie chcę pracować nad sobą- i kazdy z nas tak powinien.
Dla mnie z tego wniosek płynie taki, poprośmy Andrzeja, ze jeżeli ktoś z nas zacznie wchodzic na wysokie "c" to żeby nas podchamował,
A co do tej konkretnej sprawy to za duzo by pisać więc proponuję dogadać ją kiedy Robert znowu zasiądzie z nami (jeżeli nie w tym tygodniu to za miesiąc). Chyba że sami (Ja i R) wyjaśnimy sobie to wcześniej.
Pozdrawiam Was serdecznie :batman:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 04, 2008 3:20 pm 
Na tej terapi było widać że obydwoje macie problemy każdy swój włany.Na terapii musi dojść do nieprzyjemnych sytuacji które bolą ,bo inaczej jak dojść do sedna problemu jak go zobaczyć ? Monia Andrzej wie kiedy nas pochamować skoro tego nie zrobił to tak ma być.Ja myślę że powinniście porozmawiać na grupie o tym co zaszło między wami .


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 04, 2008 8:29 pm 
Popieram Iwonkę Andrzej wie co robi.
Robert uwierz mi że naprawdę warto cos zrobić dla siebie bo to jet twoje wlasne życie i tylko ty jeśli bedziesz chciał bedziesz szczęsliwy. Monia ci tego nie da i nie mozesz liczyć na to ze to ona coś musi zrobic. to tylko ty musisz zadbać o siebie i swoje szczęscie a terapia ci to umozliwi wiem to. Mamy wiele wspolnego w naszych sytuacjach.
Prosze zastanów się czy warto tak łatwo odpuszczać swoje szczęsice i nie walczyć o siebie. Zajmij się soba i nie pozbawiaj nas twojego towarzytwa bo jest ono cenne dla każdego z nas. Kazdy wnosi w tą terapię siebie i tylko tak mozemy sobie pomóc. Wierze że zobaczymy się w niedziele więc mowie do zobaczenia


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 04, 2008 10:13 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Robert
Proszę przyjdź - po prostu bądź. tak jak rozmawialiśmy - wszyscy mamy wątpliwości. W najgorszym przypadku stracisz 2 stówy a potem pójdziemy posłuchać tych co śpiewają jak Paweł (może to lepiej nam zrobi niż "Pocieszek").

W zyciu żałujemy w pierwszym rzędzie to czego nie zrobiliśmy a dopiero w drugim to co zrobiliśmy.

Zwróć uwagę jak zamilkło forum - z pewnością wiele się wydarzyło - u wszystkich.

Trudno tak żyć ze sobą, bez siebie nie jest lżej

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So wrz 06, 2008 11:13 am 
no to Roberto wsadził kij w mrowisko... aż się forum obudziło! ładnie. Ogólna moja reflaksja jest taka, że należy w tej dyskusji o motywacji i powodach uczestnictwa w terapii oddzielić dobro własne od wspólnego. W małżeństwie jedno bez drugiego nie istnieje, jedno warunkuje drugie, stąd w terapii każde z nas, nawet pracując razem, buduje siebie od nowa po to, by zbudować, poprawić funkcjonowanie w związku, w rodzinie, wśród zajomych. Przecież podkreślamy tam wszelkie "podziękuj za siebie", "zrób to w swoim imieniu", "nie wspomagaj się tą drugą osobą, by dowodzić swoich racji" etc. Po co to wszystko? By spojrzeć na siebie i swoje przywary bez filtra, bez pomocy wad bliźniego i zmierzyć się z prawdą o sobie samym. Chyba żadne z nas, przychodząc na grupę zarówno z małżonkami, jak i bez nich, nie myślało o tym, by wyłącznie sobie zrobić dobrze, chodzi chyba o coś więcej. Ten stoper, o którym piszecie, który miałby włączyć Andrzej, w pewnym momencie został włączony, a jeśli tego nie robi, to, jak sobie przypominam, grupa sama daje sygnał, że dalsze bicie piany nie ma sensu, albo jest nie na temat. Wydaje mi się jednocześnie, że każdy z nas doskonale wie, gdzie w jego domu przebiega granica, za którą rozmowy przestają być konstruktywne, a zaczyna się destrukcja, jeśli ktoś może nas zatrzymać, to jesteśmy to my sami, tylko musimy zrezygnować z rozpętania kolejnej prywatnej wojny na rzecz szukania tego, co buduje, a nie rujnuje. Robert, pewnie już odczułeś, że ludzie się do Ciebie przywiązali, że staliśmy się na chwilę żywym organizmem, a Ty jesteś jego częścią. Podobnie jak Monia, z której postów wcale nie wynika, by wkrótce chciała zostać singlem :) Poza wszystkim ktoś kiedyś powiedział mi, że terapia nie zawsze prowadzi do odbudowania związku, ale pozwala ludziom na godne rozstanie. Zgadzam się z Iwonką, że z Waszymi emocjami nie można zostać w domu. Do jutra Kochani. Dotrwaliśmy!!!


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn wrz 08, 2008 1:36 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
witajcie.nie czytałem tych postów -pojechałem w piatek grać.wróciłem
dzisiaj nad ranem.
widzicie moja nieobecnosć miała powazne uzasadnienie.
znalazłem pocieszka i miałem naprawdę wielką nadzieję na prace , na zmiane.cały czas nie opuszczao mnie wrażenie , że monika idzie sobie tam powalczyć.długo sobie z tym jakos radziłem , ale po ostatnim -waszym przedostatnim spotkaniu straciłem nadzieje . rozumiecie ?straciłem nadzieje. coś co mnie zawsze popycha do przodu .
poszedłem na grupę
żeby próbować poprawić wspólne zycie.I wiem ,ze monika za mnie nic nie zrobi -ale mozna sobie pomóc -zwłaszcza w krytycznej sytuacji.

po przeczytaniu dwóch zachęt -próbowałem namówić kolegów do powrotu po koncercie -mógłbym zdążyć . niestety nie udało mi sie .ale nie przeczytałem wszystkich .mysle ze po przeczytaniu wszystkich po prostu bym ich spacyfikował.
teraz mam nadzieje ze pozwolicie mi z wami pisac nawet gdybym sie nie przekonal do powrotu .
bardzo wam dziękuję.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt wrz 09, 2008 7:39 am 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
taka terapia w drugim obiegu??? :evil:
ja myśle, że jak nie powrócisz na grupe to nici z forum...
pozdrawiam

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt wrz 09, 2008 12:27 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
jest tak


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr wrz 10, 2008 9:16 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam, podpisałam sie pod petycją w sprawie ustawy, zachęcam was również, strona www.petycje.pl na samej górze strony jest wejście " gorąca lista" pozycja pierwsza to właśnie petycja w sprawie tej ustawy.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr wrz 10, 2008 7:31 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Monia podałaś wszystko na tacy. wielkie dzięki - też się już podpisałem.

Po naszym ostatnim spotkaniu byłem bardzo zbudowany. Myśl, że moje problemy moga być związane z czymś innym i niezależnym uśpiła mnie na chwilę. Zaraz potem poczułem, że jeśli to jest ode mnie niezależne i pewnie większe to mogę mieć bardzo ograniczony wpyływ na ruch we właściwym kierunku (jak to nazywa Andrzej uwalniający). Wolałbym trzymac wszystko w swoich rękach i być panem swojego losu.
Teraz czuję pustkę i samotność. Rok szkolny się rorpoczął i muszę się dostosować do zajęć dzieci. Pewnie, jak zwykle coś wymyślę i będzie OK ale póki co trzeba powalczyć i ustawić klocki we właściwym kierunku.
Mam poważne wątpliwości czy budzę uczucia i myśli we właściwym kierunku. Terapia nas kieruje w różna dziwne miejsca naszej duszy. A jak jest u Was ????????/

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr wrz 10, 2008 9:32 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie.
Ja też czuje sie jakoś tak mała w obec losu.Nie bardzo już wiem za co odpowiadam, a za co nie.Napewno ucze się .A czego???
Miedzy innymi świadomości bycia z drugą osobą ,tego co czuje i że jestem za mało wiedząca by naprawić samej Swe życie.
kurde strasznie trudno...


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 11, 2008 8:36 am 
Każdy z nas idzie swoją drogą w terapii i dla każdego jest ona właściwa nawet jeśli to ślepa uliczka /przynajmniej ja tak myślę/.
Mam do was prośbę.Napiszcie mi swoje wrażenia i wnioski dotyczące mojęgo 'występu' na ostatnim naszym spotkaniu.Nawet nie wiem co tak naprawdę mówił do mnie Andrzej.Jestem tylko rozwalona i zdezorientowana.Chciałabym pomyśleć o tym co wy myślicie na ten temat.
Proszę napiszcie.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 11, 2008 9:11 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam serdecznie,
Ja tez czuję się dziwnie, bo chociaż szłam na ta sesję z zamiarem, że ją po prostu przesiedzę i nie będę za dużo robić, to jednak coś się stało. Nawet nie wiem dokładnie co mnie tak poruszyło. Ale mimo całego zamieszania, które czuje w środku jest tez we mnie jakiś spokój.
Iwonko, twoją "sprawę" widzę bardzo przejrzyście, bo sama miałam coś podobnego przez wiele lat i obserwuję to u wielu ludzi- człowiek się czuje nieszczęśliwy, ale skupia sie na tym, ze nie moze tego zmienić, na rozpamiętywaniu swoich ran, pogrążaniu się nie tylko w smutku, ale też w bardzo niekorzystnych a czasem nawet groźnych sytuacjach. Każdy sobie znajduje jakieś własne powody-przeszkody do tego, zeby nie stał sie bardziej szczęśliwy- np Ty ,masz swoją chorobę, której sie podobno nie da wyleczyć (tu warto dodać, ze są ludzie, którzy wychodzą cało ze złośliwych nowotworów z przerzutami albo z ostrej depresji) ja prawdopodobnie miałam brak własnego mieszkania- i przez lata wierzyłam, ze jak się nam polepszą warunki mieszkaniowe to osiągniemy pełne porozumienie z Robertem w naszym związku. Ale ciągle myślałam, że własne mieszkanie jest poza naszym zasięgiem. Chyba się nie mylę, ale jestem pewna, ze o ile rozumiesz absurdalność mojego pretekstu, to Twój ci się wydaje realny. I na tym właśnie polega problem. Ty potrzebujesz tej choroby, żeby sie nie konfrontować z zyciem. Jest to jednak duża cena.
Pozdrowienia
MOnika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 11, 2008 12:19 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
a ja boje się wyrazić własną poinię, zawsze myśle, że zostanę skrytykowana, niezrozumiana, że przestaniecie mnie lubić, że pomyślicie sobie,że jestem głupia, nieważna, wścipska albo że się wymądrzam.
Boje się,że jak coś powiem to coś zburze, zabiore...
zniszcze...
p.s. nie mam jeszcze wysypki :)

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 11, 2008 6:30 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Odp dot wypowiedzi Piotra.
Ja po każdej sesji jestem jakby kimś innym. Tzn po pierwszej sesji byłam w stanie nazwijmy to A, po drugiej w stanie B, a teraz w zupełnie innym. To nawet coś więcej niz stan: za kazdym razem odkryłam w sobie kogoś innego ( i nie znaczy to , ze jest nas trzy)
Jaki krok sie robi i jaka stronę? Ja na szczęście zazwyczaj nie żałuje tego co było.
Przeczytałam gdzieś takie zdanie że podjecie decyzji to jak wejście do rwącego strumienia, którego nurt zaniesie nas w miejsca, o których sie nam nie sniło. dla mnie na pewno taka decyzją było pójście na terapię. Nie mam w tej chwili pojecia gdzie sie znajdę po (ale przypuszczam, ze nie tam gdzie byłam przedtem). Mam tez nadzieję, że to nowe bedzie dla mnie w jakims stopniu korzystne, idąc na terapie założyłam, ze efekt może byc zupełnie inny niż mi się wydawało.
Pozdrowienia :queen:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 11, 2008 8:44 pm 
Dzięki Monia.Jesteś mądrą kobietą.
Jeśli ktoś jeszcze chce coś mi powiedzieć to czekam.
Ania a jak cię poproszę zebyś coś zniszczyła to napiszesz?


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt wrz 12, 2008 10:38 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Do Ani. Ja akurat wprost przeciwnie, lubię wyrażać swoją opinię, chyba, że mam doczynienia z ludźmi, o zupełnie innym mysleniu jak ja i wiem, że absolutnie nie zrozumieja co do nich mówię.
Jestem przekonana na 100%, ze człowiek zadowolony z siebie i lubiany może byc tylko wtedy, kiedy jest autentyczny. Nie chodzi mi wcale o obrażanie innych- chociaż jak było widać to niekiedy ta moja autentyczność do tego prowadzi. Ale tak naprawdę w tym przypadku to nie jest wynik autentyczności tylko bólu, zagubienia, zakręcenia, dreptania w kółko- jakby akt rozpaczy. Wydaje mi się, że jak mozna przemyśleć swoją wypowiedź, to trudno jest coś zniszczyć. a przecież forum taka możliwość stwarza. Ja np jestem bardzo zadowolona, że się tu mogę wypisać. mogę się zastanowić i zareagować tak jakbym chciała reagować w realu- z lekkim dystansem i uspokojonymi emocjami.
Podsumowując dla mnie możesz pisać co myślisz, jak mi nie podejdzie to po prostu po mnie spłynie, przejmować się mogę, jak bym widziała, że masz rację, a w takim przypadku odmienne zdanie ma bardzo dużą wartość.
Życzę ci odwagi pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr wrz 17, 2008 11:47 am 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
masz racje z tą autentycznością, kiedy mi zależy na tym aby wszystko dobrze robić i nie popełnić błędu staje się inną osobą.
dzisiaj dostałam wysypki - cały brzuch...
oj no i zbiegło się to z różnymi sytuacjami w pracy.
poprosiłam kolege o pomoc w napisaniu pracy na konferencje a on zrobil wielką prace statystyczną i pomógł w interpretacji wyników a to ja jestem jako glówny autor wpisana i zaraz sobie pomyślałam , że skoro nie umiałam wszystkiego zrobić sama (analiza statystyczna) to nie powinnam wpisywać się jako główny autor i może nie powinnam w ogóle zajmować się tymi calymi badaniami ... i całe popołudnie spędziłam myśląc i biją się z myślami ... i potem zaczełam mysleć o Was o grupie... zaczełam chodzić na joge - zupełny przypadek - na ostatnich spotkaniach bardzo intensywnie myślałam o tym co powiedział do mnie Andrzej na temat tancerki i perfrkcyjnie wykonywanych asan... :? tak dużo się dzieje, że mam kłopot z ustaleniem co jest teraz...
pozdrawiam

Dodane po 5 minutach:

mam też wrażenie, że są momenty w których tak jestem zajęta sobą, że nie widze innych... co Wy o tym myślicie?

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr wrz 17, 2008 2:52 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Nie ma co za dużo myślec. Czy kolega miał o to żal,że podpisałaś wspólna pracę Twoim nazwiskiem. Chyba jak ci zaczynał pomagać to o tym wiedział. Ja bym o tym z nim porozmawiała. A oprócz tego niezależnie co powie, podziękowałabym publicznie za pomoc. Może miło by było jakbyś mu dała jakiś symboliczny prezent. ludzie czasem pomagaja z chęci pomocy i nie mozna nie doceniać tego, zadręczając się potem myślami czy się dobrze zrobiło przyjmując to od nich.
Przypomniało mi się takie zdarzenie sprzed 2 tygodni. Byłam z siostra u naszej ciotki, która widziałyśmy ostatnio 30 lat temu. Przy porzegnaniu wyniosła flaszkę cytrynówki i nam daje- moja siostra na to nie nie naprawdę nie trzeba- a ja:bardzo dziękuje to naprawdę miło, wypijemy ta cytrynówkę przy jakiejś okazji za wasze zdrowie.
Uważam, ze krygowanie się nie trzeba itp, stwarza krępujaca sytuację- ktoś daje a obdarowany nie chce przyjąć- bo co? nie chce, pogardza tym prezentem, uwaza że powinien dostac co innego, pokazuje że jest lepszy od tego kto daje. Jak ktoś daje ze szczerego serca- bo czuje taka potrzebę to dobrze jest, moim zdaniem przyjąc z wdzięcznością i to okazać.
A z ta perfekcja- to jest właściwie nie wiadomo co, bo jeszcze nie znam takiego co by o sobie powiedział, ze osiągnął zupełna perfekcję, zawsze można coś poprawić. Zbytnie przejmowanie się tym nie ma sensu- chociaż trzeba się starać robić to co się robi możliwie jak najlepiej- i być zadowolonym mając jednocześnie świadomość pewnych niedociągnięć, które mieszczą się zazwyczaj w bezpiecznej granicy błędu.
W moim wygladzie lubie najbardziej to, ze mam lekkiego zezika i przerwę między górnymi jedynkami- uważam, że to urocze- wyraża to również mój stosunek do perfekcji
Pozdrowienia


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt wrz 19, 2008 9:17 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Czy jest aż tak dobrze u Was, że nic nie piszecie? czy az tak źle? :nemo:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 25, 2008 8:47 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam serdecznie. Czekam z niecierpliwością na nasze kolejne spotkanie. Mam taki temat branie na siebie odpowiedzialności za cudze życie. Oraz to, że się znajduja zawsze koło mnie ludzie, którzy bardzo chętnie tą odpowiedzialność zrzucają na mnie. To jest jeszcze do wytrzymania jak to jest jedna czy dwie osoby- ale jak jest ich np 5 to mam uczucie, że nie moge oddychać
Pozdrowienia


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 25, 2008 12:53 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
Monia ja też tak miałam, ale ja myślałam, że wszystko zrobie najlepiej i nawet domagałam się od innych zeby mi oddawali swoje sprawy. kaplica była z mężem...do czasu, teraz też próbuje coś na mnie scedzić ale jest już tego mniej, rozpoznaje te momenty kiedy zaczynam myśleć za innych - a przynajmniej się staram.
Było na jednym z warsztatów takie ćwiczenie, kiedy osobie proszącej o pomoc powinnam powiedzieć, że nie jestem w stanie albo po prostu nie pomogę; dla mnie bardzo uwalniające.

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 25, 2008 1:19 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Piszesz: osobie proszącej odmówić, jak jeszcze prosi to pół biedy, gorzej jak nie prosi tylko o czymś mówi (o jakimś problemie), a ty juz sie oferujesz że to mozesz przecież załatwić. Chociaż nie mam racji- jak ktoś prosi a ty mówisz dobrze wbrew temu co czujesz to tez jest do bani.
miłego week-endu


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 25, 2008 4:33 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
ty też niemało odpowiedzialności zrzucasz na innych .tak apropo prztpominania mi co jakiś czas ze jestem przyczyną twojego nieszczęscia przez ostatnich 20 lat.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt wrz 26, 2008 7:22 am 
ale zrobiło się milusio... :roll:
an


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt wrz 26, 2008 9:11 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Jak sie blokuje natłok myśli?, niby sa sposoby- np mozna się upić- ale potem jest jeszcze gorzej, mozna jechac na jakis lekach- ale to troche otumania i nie jest sie soba, mozna rzucic sie w wir życia- ale podswiadomie nie czuje sie konfortu. Igzie się przez życie jak po ścieżce(niezbyt oryginalne) nagle ścieżka ostro skręca i nie wiesz co jest dalej, nie zatrzymasz się to moze sie zdarzyc, ze w nagrode zobaczysz cos tak pieknego, ze zatka ci dech w piersiach, ale mozesz tez trafic na wyboje a nawet na przepasc, ale zatrzymac sie= zyc w zludzeniach i strachu przed tym co jest za zakrętem, nie iśc dalej to skazac sie na nude tkwienia ciagle w tym samym miejscu- chociaz to kusi bo jest niby ciepło, zacisznie i bezpiecznie, a nawet jak jest niezbyt konfortowo to przynajmniej wiadomo czego sie spodziewac. Życie jest ciągłym rozstawaniem się z własnymi wyobrazeniami i spotkaniem z nowym- dlatego jest ciekawe, inspirujace, fascynujace bolesne i trudne.
Na kazdym zakrecie mojej drogi stalo juz tysiace innych, tysiace tez widzialy to co mi swoja niepowtarzalnoscia zatyka dech w piersiach. Ta swiadomosc mnie zawsze podnosi na duchu- inni to tez przezywali, upadali i sie podnosili- dali rade i ja tez moge- jest we mnie sila tych co byli przede mna, a moje zycie , troski i ból dadzą siłe tym co przyjda tu po mnie,
W tym miesiącu, dość nieoczekiwanie, znowu los mnie postawił w obliczu czyjegoś powolnego umierania, i to w miejscu tego, ktory ma dzialac i zlagodzić (o ile wogóle można) ten wielki trud i gorycz najtrudniejszego pożegnania w zyciu, tej sytuacji, kiedy czlowiek nie decyduje sam czy isc dalej- to co nieuchronne sie po prostu dzieje, wypełnia. Miałam juz takie sytuacje, nie boje sie stać obok kogoś kto odchodzi- ale zawsze napelnia mnie to smutkiem i jest trudne


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn wrz 29, 2008 11:57 am 
bo wszystko przemija...
ciepło o Tobie myśle i posyłam miliony dobrych życzeń,
ja też teraz jestem blisko śmierci - umieraja dwie moje pacjentki -
dla mnie cierpienie ma sens jeżeli moge dzielić je z drugim człowiekiem i nie jestem sama... są momenty w których poprostu się jest, nic więcej
an.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt paź 03, 2008 10:33 am 
oj ale to wszystko jest pogmatwane...
cały czas chodzi mi po glowie to co kiedyś powiedział mi Andrzej, że najwyraźniej musze wygrać z kobietami,
czase myśle, że jestem lepsza od wszystkich a czase myśle, że wszystko co robie jest do dupy...
ostatnio myślałam, że strasznie rywalizuje z siostrą i mamą i nawet myśle, że jestem lepsza od nich nie wiem dlaczego nachodzą mnie takie myśli, bo potem oczywiście mam wyrzuty sumienia...
no nic za pare dni zjazd
an.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt paź 03, 2008 11:25 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
A Ja znów jestem na etapie niszczenia!!!
niszczenia tego co ważne ,co dobre, co udało mi sie osiągnąć...
Jeśli naprawde jest taki momęt w życiu ,że człowiek wie wiele Tak wiele>że aż nic! to ja wnim jestem:(
Przodki ,Ja, przyszłość ,teraźniejszość, bycie, Bóg?
A Ja poprostu nie umiem żyć...
Dostałam od grupy coś zupelnie innego niż oczekiwałam...Coś ważniejszego! ale to na czym mi zależało jest nadal dnem.
pozdrawiam wszystkich!


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: deszczowo
PostNapisane: Wt paź 07, 2008 8:03 am 
klimat jest szarobury na tym forum w ostatnim czasie.... słońca brak, deszczu coraz więcej, ja też nie piszę, bo trwam w jakimś letargu, w którym ani o sobie, ani o innych dobrze nie myślę, przeważnie, jakoś mi ciężko i tracę wiarę, że to się zmieni...pozdrawiam. j


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz paź 09, 2008 10:07 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Coś mi się pokręciło w sprawie terminu - widzimy sie 14 czy 15? Pozdrawiam wszystkich monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt paź 10, 2008 12:56 pm 
15 jest terapia.
Ja już mam dosyć .18-go mam sprawę rozwodową i już mi to prawie jest obojętne.
Zastanawiam się jak to zrobić tzn. przyjąć rodziców takimi jacy są. Odnalężć matkę w sobie. Nie czułabym wtedy w sobie tej pustki i wiecznego głodu.JAK TO ZROBIĆ .Jak coś wiecie na ten temat to napiszcie.
W jesieni i na wiosnę zawsze jest gorzej z psychiką a szczególnie tym którzy i o innych porach roku też mają problemy.
Asia jak tam dzidziuś? pewnie trochę zwiększyłaś objętość?
Bożenka jak czytam twoje komentarze to chyba jesteśmy na takim samym dole.Kiedy pomyślę że wcale juto nie musi być takie czarne jak dzisiaj to trochę mi lepiej i często to się sprawdza.Na te najgorsze uczucia też musi być miejsce i czas ,trzeba się im czasem poddać.Trzymaj się do 15-go.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So paź 11, 2008 10:10 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie:)
Fakt jest czasem Ciężko...tak bywa.Poto się każdy z Nas stara aby to zmienić,by było trudno ale w życiu nie w Nas! przynajmniej tak jest ze mną...A 15? będzie i przejdzie;) Oby ze zmianą!!!

Przyjąć rodziców aby nie było głodu i pustki .hmmm?
Ja nie wiem ,czy pierwsze równa sie drugiemu.Ale jest ktoś kto chce Ci dać pomoc i A. pewnie by na to odpowiedział/może?/

Ja mogę powiedzieć to co wiem ...tylko tyle moge. Więc jest coś w rodzicach co lubimy i coś czego nieznosimy.I czasem jedno z tych stron wykluczamy z Siebie.Ja tak robiłam:( JAK TO ja taka??? nieeeee JA NIE!
a jednak :) wystarczy spojrzeć na Siebie ,na zachowanie,reakcjie i pomyśleć o rodzicach co oni w Tedy. i okazuje się że mam z Nimi wiele wspulnego.

Terapełtka powiedziała Mi ze mam rodzicow takich na jakich zasluguje...nie lepszych,nie gorszych. I wice wersa Oni taką córke!!!
Tak sobie myśle jeśli rodzice dzielą los dziadków/przodków/to Ja dziele ten sam los tylko dalszy...a następne pokolenie dzieli ten sam los ...tylko jeszcze dalszy...więc jesteśmy hmm? jednym przedłużeniem!!! ta Sama Drabina tylko inny szczebel...ale Oni to tez szczebel.Więc To Samo:)

Od takie moje marne wywody:D

nie zanudzam znikam:) Paaaaaa!


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr paź 15, 2008 10:27 pm 
Witam serdecznie Wszystkich!:-)
Chciałam Wam wszystkim podziękować za dzisiejszy dzień i dzisiejszą pracę!
Jestem naprawdę szczęśliwa!!!:-)
Mam nadzieję, że będę mogła częściej doświadczać takiego stanu?!
Pozdrawiam i życzę dobrej nocki a jutro słonecznego dnia :-)


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn paź 20, 2008 1:19 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam wszystkich- ja niestety nie mialam taich wrazeń jak Kasia- wyszlam z sesji w gorszym stanie niz bylam i trudno mi bylo znaleść sobie miejsce, zreszta do tej pory jestem rozbita, w duzej mierze z powodu śmierci mojego ojca, ale rownież meczy mnie to co odkryłam w sobie i z czym nie za bardzo umię się uporać.
Chciałam jeszcze napisać do Bożenki G- to jest właściwie pomysł Roberta, ale prosił mnie, zeby Ci o tym napisać. Mamy sedeczną przyjaciółkę, która jest szefem teatru przedstawiającego spektakle na podstawie żywotów świętych, pism ktore po sobie pozostawili, tekstow pisanych lub głoszonych przez papieża Jana Pawła II- są to naprawdę przejmujące spektakle- pisane i wykonywane z prawdziwym powołaniem. Robertowi przyszła do głowy myśl, ze ty powinnas je zobaczyć, bo mogły by ci pomóc w Twoich relacjach z Bogiem, a moze i ludźmi. Ja tez tak myślę. Wysyłam ci mojego maila: 29mona@interia.pl Wyslij mi tam swój nr telefonu (jak nie chcesz to moge pisać na forum, no ale wtedy bedzie troche trudniejszy kontakt), damy ci znać kiedy bedzie miala najbliższy spektakl., możemy sie razem umówić i tam wybrać. Zazwyczaj raz w tygodniu jest przedstawienie w Łagiewnikach, ale jescze dodatkowo w innych miejscach. Oboje jesteśmy przekonani, ze te spektakle w jakiś sposób ci pomogą
Pozdrowienia
Monika


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr paź 22, 2008 8:36 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Przykro Mi z powodu śmierci Twego Ojca Moniu. To zawsze jest trudne.
Ale szczególnie teraz wiemy ,że Jest coś więcej niż ziemia i nasze życie.

Pragne tekże poinformowac innych ,że Bożena z korzysta;)
z pogłebiania Swej świadomości z Bogiem poprzez spektakle. Powiedziała Mi o Tym;)
A Swoja drogą To forum WCALE NIE JEST chronione.
można go czytać nawet bez zalogowania...jedynie jak sie przeklnie to Kubuś to wykasuje:) Wiedzieliście???

Bo JA zaczynam miec opory przed pisaniem Tu!!!

pozdrawiam Wszystkich i
zastanawiam się Czy zdrowie oznacza przyjęcie Poprostu czegoś...co większe...nie zrozumiałe...dobre...Co prowadzi do Zmiany! tylko, że Ja sie boje zmian.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt paź 24, 2008 9:26 am 
to kim jest idiot skoro konsultuje coś na boku z Bożenką?
an.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt paź 24, 2008 9:17 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie:)
Zmiana tematu ,a moze Nie?
Chodzi o związek ze śmiercią...Skoro tak pare osób z Nas Ciągnie do chospicjum ...poprawczaków czy Mnie np. do bycia fotoreporterem na wojnie. To co w tym jest??? dlaczego?czy ktos to wie?

To jakaś bliskość z kimś drugim hmm? ale ktoś Mi powiedział że hospicjum daje mu Kopa . Ktoś pracuje w Nim. Ktoś inny przygląda się śmierci. Skoro to przykre...skoro przygnębiające/bo przecierz to ból/
to dlaczego jest nam tam dobrze?
Co jest w Tych miejscach ,że jest tam dobro/dla nas/

od takie Moje myśli?
nie zapytania....


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt paź 28, 2008 8:18 am 
Mnie nie ciągnie do oglądania śmierci to mnie przeraża ale sama cały czas czuję się jakbym w połowie nie żyła jakbym oglądała życie przez szybę.
Ania idiot to Bożenka tylko pewnie coś nieprecyzyjnie napisała .Bożenka przestań się nazywać w taki poniżający sposób.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt paź 28, 2008 10:18 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Doskonale rozumiem to o czym piszecie. Mnie przez kilka lat (po śmierci mojej mamy) też fascynowała śmierć, czytałam takie książki, na spacer lubiłam najbardziej iść na cmentarz, pociągała mnie destrukcja.
Teraz jest inaczej. Jeżeli chodzi o mój stosunek do śmierci mam do niej bardzo dużo szacunku, ale nie szukam na siłe kontaktu. natomiast jeżeli sie zdarzy, że na mojej drodze staje człowiek umierający czy chory- to chcę zrobić coś, zeby mu ułatwić jego sytuację. Uważam, że to bardzo ciężka próba dla każdego, kto się z nią właśnie musi zmierzyć. Ale też nie czuję potrzeby całkowitego poświęcania się, chyba, że sytuacja by tego wymagała. Mnie raczej pociąga życie, słońce, ruch, taniec, radość. Oprócz tego oczywiście co jakiś czas mnie dopadnie chandra-ale przejściowa
trzymajcie się
Pa :flower:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr paź 29, 2008 9:48 am 
a ja naprawdę wielu rzeczy nie rozumiem...
mp. moja praca, myślałam, że jestem w instytucie bo chce pomagać ludzią ... i nadal myśle, że tak jest ale rzeczywiście śmierć jest bardzo blisko mnie, za blisko w moim życiu prywatnym ... w rodzinie bardzo dużo destrukcji nawet tera pisze to w pracy gdzie obok mam pacjentów umierających - wczoraj umarła jedna pani...
moja babcia ma depresje i myśli samobójcze a moja mama anoreksje - dwie kobiety które mnie wychowały i które powinnam kochać nad życie chcą umrzeć ... zastanawiałam się nad tym co powiedziała mi Bożena o narodzinach i śmierci w kontekście dziecka (nowego życia) jestem przerażona!!! może to nie tyle moja praca, co moja rodzina - przez tyle lat taka idealna, pod jakim ja zostałam wychowana kloszem...
an.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr paź 29, 2008 8:52 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
an.:) mam proźbe...o co chodzi z tym co powiedziała Bożena o narodzinach i smierci w kontekście dziecka/nowego życia/ Ciekawe To!!!

iwonko:) zobacz jak ładnie wyglądają te litery IDIOT;) jakaś estetyka NO może bez tego "T":) pozatym To tylko logink...mundurek...a Liczy się srodek człowieka! Wy morzecie Mnie poznać po tym co pisze...nie jak się nazywam...

Ściskam wszystkich:) grupowiczów i Gości...


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz paź 30, 2008 10:08 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Myślę, że człowiek czasem się ukrywa za czymś. Ja np , a propos idiot, czasem lubie udawac słodką idiotkę. Słodka Idiotka to też brzmi ladnie i się nawet rymuje. Ale to zazwyczaj dla zmylenia przeciwnika. Zawsze działa znieczulająco. Wprawdzie dawno juz ten image nie był przeze mnie stosowany. Jak ktos o sobie mówi Idiot to ja to odczytuję- "nie taki Idiot jak Wam się wszystkim wydaje". ale z takiej pozycji Idiota mozna sobie pozwolić na więcej.
Pozdrowienia serdeczne.
PS teraz wszyscy co się lubia flirtować ze śmiercią mają dobra okazję- Szorowanie nagrobków i dotowanie przemysłu "cmentarnego"
Pa
Mona
:santa:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz paź 30, 2008 9:31 pm 
Bożena(blond) mówiła, że myślała o tym, że tak trudno mi się zdecydować na dziecko i może chodzi o moją prace bo tam pracuje z ludźmi umierającymi więc trochę inny zwrot :) ... sama nie wiem czy rozumie to do końca...
Ja chowam się za perfekcjonizmem i myślę, że jak nie popełnię błędu to będzie dobrze, mam wtedy złudne poczucie kontroli tego co się dzieje.
an.


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn lis 03, 2008 8:49 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Kontrola tego co sie dzieje? hmmm kiedyś tak chciałam.Teraz nad niczym nie panuje...nawet decyzji konkretnych trudno podjąć.Powód tak jak Monia mówiła jagby coś wemne walczyło za i na nie.
Kurde czy komuś z was ludziska jeszcze tak trudno? bo Ja koszmarnie i nawet nie wiem dlaczego twierdze/bo nadal twierdze/że jest lepiej i udział w grupie dużo mi dał!!!
A święto z 1 lstopada..patrzyłam na nagrobki...daty urodzin śmierci..pytałam w domu rodziców i JESTEM W SZOKU!
Jak mogłam być takślepa i nie wiedziałam że ćwiartka rodziny/przodków/ dźwiga na sobie śmerć...
może dlatego nie umiem żyć:( ???

ściskam i powodzenia w pracy nad Sobą...
bo nikt tego za Mnie ne zrobi nie wyleczy Mnie///nie zrozumie Siebie w wewnątrz- za Mnie///


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn lis 03, 2008 9:38 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 8:59 pm
Posty: 16
Bożenka

Łatwo jest tylko tym co mają wszystko i wszystkich w d...

Może niektórzy z nas za bardzo się przejmują. Istotne jest to czym się przejmujemy najbardziej - to stanowi kręgosłup naszych wartości i na tym należy się skupić - reszta to popelina. Nie jesteśmy w stanie panować nad losem - ale można robić co w naszej mocy aby zachować twarz i siebie. Żyć tak aby codziennie przeglądając się w lustrze nie dostawać torsji bo w odbiciu jest ktoś inny niż w głębi duszy. Nieważne co mówią i sądzą inni - to tylko subiektywne opinie. Jeżeli uważa się ktoś za "normalnego", lepszego lub wariata to niech rozejrzy się dookoła, może zauważy że po prostu jest prawdziwym z zarazem zwykłym człowiekiem. Jesteśmy jacy jesteśmy i mniej istotne jest czy na to zasługujemy czy nie. Czasem droga istotniejsza jest niż cel.


Co o tym sądzisz?????

Piotr

_________________
Pozdrawiam
Piotr S


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt lis 04, 2008 9:15 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
No nie wiem? jak ktoś ma wszystko i wszystkich w d.. to inni go zazwyczaj też .Anikomu chyba nie jest łatwo być samemu/w grundzie rzeczy człowiek to gatunek gromadny/:)
Osobiście zwracam uwage na wszystko czym się przejmuje...bo nawet drobiazgi układają Mi się w całość.I wtedy dopiero wiem ze znajduje odpowiedź.
Droga jest ważna ! też tak Sądze:) Piotrze.
Ktos jednak powiedział Mi,że nie wiedząc po co gdzieś jedziemy i Gdzie? trudno iść. Nawet jeśli to tylko włuczenga poznawcza to, to tez juz cel!!! Straciłam na moment cel mego życia i było Mi źle .Teraz Go zaobaczyłam i ciesze sie karzdym kamykiem na drodze ale wiem gdzie zmierzam...Do Boga i bycia prostym zwykłym wolnym człowiekiem. Ale Wiem ze bez słów innych ludzi nie była bym Tu. W ciągu tygodnia trzy osoby powiedziały Mi o mojej Wadzie charakteru...miały racjie!!! czasem to co czuje o sobie i to comówią Mi inni Dopiero daje obraz siebie i odbicie w lustrze. Przecież jeśli patrzyłam w lustro dawniej i nie lubiłam/brzydziłam/ sie tego odbicia To to też byłam Ja!

od takie Moje wywody;) ściskam!!!


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lis 05, 2008 12:49 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Dla mnie najważniejsze jest szczęście i to nie szczęście euforia- ale szczęcie wynikające ze spokoju, oraz doświadczenia z którego wynika, że również brak szczęścia jest przemijający, to że spokój (wtedy gdy go brak) nie jest rajem utraconym na zawsze, ale ogrodem w sąsiedztwie gdzie mozna od czasu do czasu zajść i przebywać krócej lub dłużej. moze szczęscie jest brakiem nieszczęścia- wtedy bez nieszczęścia nie mogłoby istnieć. Czyli z nieszczęścia też można się cieszyć- najbardziej tym że przeminie. To nieszczęście zmusza nas do poszukiwania szczęścia i jest motorem działania. Naszą drogą o której piszecie jest droga-wyprawa w poszukiwaniu szczęścia
Przesyłam Wam wiersz, który napisałam z miesiąc temu, właśnie o tym poszukiwaniu. Zainspirowało mnie zdanie, które powtórzył mi Robert, o tym co człowiek ma naprawdę tylko pragnienia i nadzieję

Mamy tylko pragnienie
i odrobinę nadziei
Pragnienie spełnienia czegoś
Nadzieję, że to coś zmieni

Nad nami bezmiar nieba
i miłosierdzie Boże
Twarda ziemia pod stopami
Na Ziemi trudny życia orzech

Wszystko co mamy to pragnienia
i wielka moc nadziei
że Bóg nam pobłogosławi
ziemia orzech w drzewo przemieni

Bóg by się od nas odwrócił
Wyjałowiała by ziemia
gdyby zabrakło nadziei
gdyby umarły pragnienia


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lis 06, 2008 7:16 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
baaardzo podoba mi się wiersz

nie przejmować się i szukać szczęścia? ale są takie rzeczy obok których trudno przejść obojętnie albo takie słowa wobec których trudno być neutralnym. Gdzie jest ta granica akceptacji tego co spotykamy a wpływu i podejmowania decyzji ... kiedy jest ten moment kiedy mogę odpuścić a kiedy powinnam o coś zawalczyć? jesteśmy jacy jesteśmy ale nie podoba mi się stanowisko " jaką mnie Boziu stworzyłaś taką mnie masz"gdzie jest granica kontroli? trudno mi złapać równowagę
pozdrawiam

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt lis 07, 2008 11:13 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Byłam na seminarium o metodzie Hellingera, które prowadził Andrzej. I tam było parę rzeczy bardzo ciekawych. Niestety po seminarium, kiedy było miejsce na dyskusję ludzie zamiast pytać o rzeczy istotne, zadawali pytania, które miały na celu prowadzenie sporu z Andrzejem. To mi się wydało taką strata czasu, że wyszłam. Ale sama też zadałam ze 3 pytania i to co widziałam na filmie+ komentarz Andrzeja i jego odp zwłaszcza na moje pytania dużo mi dały.
Po co o tym piszę, bo był tam między innymi poruszony problem zachaczający o to o czym An piszesz.
Był przedstawiony mechanizm tworzenia związków- miłość od 1-go, 2-go i 3-ciego wejrzenia. Ale to co było najistotniejsze (w każdym razie dla mnie)- Każdy z partnerów ma swoje "sumienie", sumienie rozumiane jako sposob zachowań pozwalający mu należeć do swojej rodziny, w której się urodził. Zachowanie "czystego" sumienia pozwala mu na przynależenie do tej rodziny. Każdy z partnerów ma inne sumienie, bo się wychował w innej rodzinie. Od początku związku zaczyna się walka, czyje sumienie jest lepsze. Jeżeli zaistnieje sytuacja, że partner A "zdradzi" swoje sumienie= przyjmie , uzna za słuszne zasady z rodziny partnera B, to zbruka swoje sumienie., zgrzeszy przeciwko niemu. Ale dzięki temu się rozwinie i przestanie być dzieckiem. Dużo o tym myślę, ten mechanizm tłumaczy wiele moich obserwacji. Oznaczało by to,ze bliski związek z drugim człowiekiem, jest okazją do własnego rozwoju, dzięki nauce, którą ten drugi ci przekazuje. Wystarczy wykazać trochę pokory i szacunku, zeby móc korzystać i dzięki temu poprawić jakość swojego życia.
A może to wcale nie to znaczyło, ale nawet jak nie dokładnie o to chodzi, to ja to sobie tak przetłumaczyłam. Jeszcze raz żałuję, ze zamiast drążyc tego typu tematy, te kilka osób z publiczności zabrało czas zadając pytania które miały na celu udowodnić coś Andrzejowi.
Pozdrawiam :farao:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lis 12, 2008 1:56 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
fajnie, że wyciągasz monika coś dla siebie, ja ostatnio żyje w jakimś letargu, mało rzeczy widze...
teraz mam pacjentke z ogromną nadzieją - niestety umiera i nie wiem czy nadzieja jej w tym pomaga ...
Monika czy ja moge przeczytać jej Twój wiersz?
jakoś mi smutno i żle

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr lis 12, 2008 2:54 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Oczywiście, przeczytaj jej.
Niestety śmierć nas przygnębia. Wielu ludzi boi się cudzej śmierci a nawet choroby. Izolują się od umierających i chorych. A to właśnie wtedy obecność kogoś drugiego i jakiekolwiek wsparcie jest potrzebne. Ja na pewno chciałabym umierac w otoczeniu ludzi, chciałabym widzieć jak się cieszą życiem, zajmuja różnymi swoimi sprawami ale też poświęcają mi trochę swojej uwagi jakąs cząstkę swojego życia. Trudno by mi było za często się spotykać z czyjąś śmiercią-zazwyczaj to się odbywa tak czytasz nekrolog,idziesz na pogrzeb jest ci smutno, ale to szybko mija, od czasu do czasu wspominasz ta osobę i znowu na chwilę czujesz żal, który za chwilę mija- bo absorbuje cie coś innego Inaczej się dzieje jezeli to ktoś bliski, kto żył obok ciebie znaczną część twojego zycia, lub ktoś mniej bliski ale z jakiś powodów towarzyszysz temu człowiekowi w chorobie i śmierci, widzisz jego walkę, nadzieję i jej brak, powolny proces odchodzenia, czasem kurczowe czepianie się życia, które właśnie się kończy- to jest się trudno otrzasnąć z przygnębienia i życ dalej. Pogodzic się z przemijaniem innych to pogodzić się ze swoim własnym przemijaniem. Życie dostarcza nam wiele środków znieczulających tą świadomość. A kontakt z czyjąś śmiercią czy nawet chorobą odziera nas ze złudzeń o tym że nas to nie dotyczy. No i jeszcze to, że ta nasza wiara w niebo jest baaaaardzo słaba.
pozdrawiam

Dodane po 16 minutach:

przysmęciłam.
teraz inne spojrzenie na sprawę: voila
A tak na prawdę to kiedyś wszyscy umrzemy- tra la la, ale wcześniej przecież musieliśmy żyć - bo inaczej nie moglibyśmy umrzeć (genialne!!!). I żyliśmy wspaniale (kazdy rozumie co innego pod tym pojęciem). No i na pewno spotkała nas w życiu dużo dobrego (np pyszna szarlotka)- i to jest cudowne i dużo złego- ale to się przecież kończy - więc tez jest fajnie.
Dla tych co lubia spać - świetnie - mają zapewniony sen wieczny,
dla tych co lubia być ważni- też fajnie będą centralna postacią pogrzebu.
Dla tych co się lubia kłocic- niepowtarzalna okazja- mogli wcześniej nierówno podzielic majątek- awantura gwarantowana
A ja np lubię dezorientować ludzi i mogę sobie zażyczyć niebieską trumnę w białe obłoczki- miło, ładnie, kiczowato i nikt jeszcze takiej nie miał
:compress:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lis 13, 2008 6:21 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
sprawiłaś że na mojej twarzy pojawił się uśmiech :)
dziękuje

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn gru 01, 2008 11:59 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Hej! czy wszystkim jest tak jakoś Ciężko jak Mnie...Nikt Tu nie pisze?

Kurcze! to jedna z najgorszych przerw...miedzyzjazdami: /
Tyle się w emnie zmienia ,dzieje..a w Sumie prawie Nic ! Dostrzegam coś i zapominam.Przechodze obok i robie Swoje.
Dostalam od grupy Coś co jest Niby Wielkie...i czuje sie podle:(
Bo albo się wkurzam ,że stawiam Siebie wysoko...albo poniżej wszystkich i wszystkiego...A grupa się zaraz kończy:( i co???
czy ktoś z Nas powie na ostatnim spotkaniu ,że JUŻ JEST DOBRZE?
Zawsze Mi mało:( choć dostałam Coś chcę Więcej!
Powinniście Mnie nauczyć ,że nie jestem Lepsza...inna...nikim..tylko mam przechlapane w łepetynce;) NIeee TO JA mam się tego nauczyć!
ale to tak Boli!!!

Ściskam wszystkich...


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N gru 07, 2008 9:49 pm 
Offline

Dołączył(a): Pt lis 28, 2008 4:28 pm
Posty: 2
Cześć Bożenka ja też ledwo zipie.Przetrzymać dzień to dla mnie trudne wyzwanie.Czy ty bieżesz jakieś leki?Pytam z ciekawości czy ci coś pomagają.
Ja mam wrażenie że u mnie nie jest lepiej tylko inaczej.
Dobrze napisałaś że to ty sama musisz znależć drogę tam gdzie chcesz iść.Mi też nikt nie powie jak mam przyjąć rodziców takimi jacy są sama muszę to zrobić.Wydaje mi się że jeśli coś widzisz to jest już połowa sukcesu.
Trzymaj się do czwartku.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn gru 08, 2008 1:36 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Iwonko!!! pobudka;)
Grupa jest jutro ,9 w Wtorek!!!mam nadziejke ,że tak Ci się tylko napisało że w czwartek i jutro bedziesz:)

A leków nie biore ! od kiedy poszłam na grupe nie potrzebuje ich już:)
Teraz wiem ,że doły umiem pokonać sama bez Nich,a jest na Tyle dobrze że moge z Nich zrezygnować.
I fakt moze nie jest lepiej tylko inaczej, inna wartość zycia...LEPSZA!!!
więc jak na połowe drogi ? wynika że jest poprawa:)
pa...do jutra


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt gru 12, 2008 2:03 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witam,
Wszyscy zgodnie milczą. Dla mnie ostatnia sesja okazała się bardzo owocna. Jestem naprawdę zadowolona. Bardzo się cieszę.
Myślę też dużo o tym, co było mówione na seminarium na temat dziękowania innym i sobie. Podziękowanie sobie za to co było w mijającym dniu pozwala poczuć, ze zycie ma sens- czyli daje możliwośc poczucia- chociaż przez chwilę tego, o czym ludzie marzą, czego poszukują. Uważam, że ma to niezwykłą moc. Daje dużo siły i spokoju. Skojarzyło mi się, że z okazji Świąt ludzie sobie składają życzenia ale raczej sobie nie dziękują za to co było w kończącym się roku- a to by było bardziej szczere i wydaje mi się lepsze. Więc postanowiłam w tym roku wysyłać maile i SMS nie z życzeniami ale z podziękowaniami :santa: :rendeer: :santa:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt gru 16, 2008 12:53 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Sama sobie też moge odpisać. Ale ponieważ myślę szybciej niz piszę- to ten pierwszy rodzaj komunikacji z sobą jednak preferuję
No to pozdrowionka


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn gru 22, 2008 2:19 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Gorąco dziękuję za to wszystko co dobrego spotkało mnie z Waszej strony w tym ROKU. Nie będę pisać co od kogo- z powodu ochrony danych osobowych. Ale każdy z Was mnie czymś dobrym, miłym i fajnym obdarzył- najhojniej oczywiście mój drogi mąż...
Życzę Wam wszystkim wspaniałych Świąt, oraz wszystkiego co dla Was najlepsze w Nowym Roku- przede wszystkim dużo odwagi w przyjmowaniu tego, co niesie życie oraz pogody ducha. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!! WESOłYCH ŚWIĄT!!!!!!!
Monika :sunny: :santa: :rendeer: :sunny:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz gru 25, 2008 12:07 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Moniko! piszesz nam życzenia .Za co dziękuje:) przepraszam ,że nie odpisuje tak długo:(
Widzisz jest Trudno na duszy ,a gdy grupa się już konczy .trzeba się z Tym godzić /więc i z końcem forum/

Święta B.N. są Cudne:) ale i smutne dla tych którzy rodzin nie mają...Ja osobiście Czasem chcę aby jak Najszybciej mineły.
Rozumiem Tych którzy słuchają Radja,telewizji i czują jak przykro jest
w te Dni.
Dlatego Tym osobą jeśli tu Są ŻYCZE aby znaleźli Siłę od Boga...Allacha..Jachwy...Buddy...czy Wuja Sama...na zmianę.
Siłę na zmiane w Swym życiu by następne i kolejne Święta były w 45% tymi wymażonymi :D a w 15% prezentem od Nieba! 20% prezentam odLudzi 20% Świadomością że Są inni którym Źle i prawdziwym wymiarem jest bycie Tego Świadomym. Świadomym prawdziwego wymiaru Świąt .
Życze Wam Opieki ...Śiły...Zdrowia...Pomocy Andrzeja:)
i bezpieczenstwa!

A JA DZIĘKUJE ,że pozwoliliście Mi uczestniczyć w Gupie...Że znaleźliśćie Dla Mnie w Niej Miejsce:) Moje Miejsce!
I przepraszam...że tak niewieleod Siebie dałam. Mówi się ,że Milczenie Złotem, lecz gdyby wszyscy milczeli jak Ja?
To marna była by ta grupa:)
Dlatego dziękuje ...przepraszam..i życze Siły tej Wyższej do zmiany na Lepsze:)

Wesołych Świąt:)
Grupowiczą...Andrzejowi...wszystkim z Instytutu...i przygodnym odwiedzającym:)


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sty 02, 2009 8:08 am 
Offline

Dołączył(a): Pt lis 28, 2008 4:28 pm
Posty: 2
czy wiecie kiedy jest grupa w styczniu bo ja nie.dajcie znać.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sty 02, 2009 9:00 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
wg mnie 13 stycznia- ale tak na 95 %
pozdrowienia


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N sty 04, 2009 9:00 pm 
Offline

Dołączył(a): Śr cze 25, 2008 8:45 pm
Posty: 15
pieknie zabrzmały twoje życzenia -bozeno.
Kiedy przeczytałem slowa- o sile od boga, przypomniałem sobie rozmowe
z ksiedzem własnie o zródłach siły .powiedział mi taką rzecz;
od człowieka siły nie dostaniemy bo ludzie jej w sobie nie mają-
bardziej czerpia. Z prawdziwej wiary , z muzyki -bo muzyka jest z tego samego świata - Boskiego.Ale grać lub słuchac trzeba też prawdziwie.
CAłkiem ładnie to powiedział.
Wypada wszystkim życzyć znalezienia żródła na ten nowy rok .
coby wam sie życie plotło jako cebrzyk wody z miotłą.(no proszę)

jeszcze jeden wątek;
pierwszy dzień naszych spotkań.w sypialni piotr mówi do mnie
tak całkiem sympatycznie , ze czuje coś takiego ,że chciałby sie ze mna pobić -ale tak jak kolega z kolega. chwilę póżniej Witek pokazuje mi sztuczkę w której o mało nie łamie mi nadgarstka.Pomyslałe sobie -niezła gromadka
jakos trzeba będzie to przetrwać -na szczescie miałem ze sobą gitare-wykupiłem się.
A tu masz w jedynym ustawieniu w jaki m brałem udział, Witek poprzez swojego przedstawiciela piotra daje mi w kośc.
Ciekawe ... zbieg okoliczności to chyba nie jest.

Dodane po 9 minutach:

jeszcze mam takie życzenie skierowane do joanny i romka
łapiecie sie na wątki parafialne ,czy też news'y kościelne
które trwaja zdecydowanie dłużej niż ogłoszenia
myslę , ze o tym mozemy sobie porozmawiać w trakcie przerw.
mam wrażenie że nikt nie mial siły zwrócic na to uwagi.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sty 12, 2009 11:39 am 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
witam serdecznie
oj długo nie było mnie na forum bo duuużo się ostatnio działo i zajmowalam się głównie sobą. niestety nie będe mogła uczestniczyć na ostatniej grupie - nie jestem na siłach, siedze teraz w domu na l4 i w łóżku przewracam się z boku na bok - okazało się,że dla dobra Maluszka musze sie baaardzo oszczędzać - miałam zagrożenie poronieniem i całodniowa wyprawa do Krakowa PKP to zbyt wiele. Bardzo źle się z tym czuje, że nie będe na ostatnim spotkaniu ale wiem, że pewne rzeczy są zupełnie od nas niezależne...
Jednoczesnie tęsknie za praca i "normalnym" życiem i strasznie się złoszcze i wściekam na pacjentów, prace ale miejscami jest też we mnie więcej spokoju i czuje się na miejscu
Całuje wszystkich ania

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N sty 18, 2009 5:35 pm 
Bbardzo żałuję że nie mogłam być na ostatnim spotkaniu. Wszystko co zrobiliście dla mnie wiele znaczy dodaje skrzydeł i pozwoliło mi się choć trochę odnaleźć zmienić i dostrzec szczęscie wokół siebie. Pozdrawiam Was wszyskich i jeszcze raz bardzo dziekuje za czas energię i słowa nie zawsze ciepłe i miłe jednak szczere i prwdziwe. Jestem teraz na rozdrożu wiem jednak że za wszystko sama odpowiadam i tak jest lepiej bo już nikogo nie obwiniam. Ciepło pozdrawiam

Dorota


Zgłoś post
Góra
  
Cytuj  
 Tytuł: pozdrowienia
PostNapisane: Wt sty 20, 2009 9:50 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Witajcie, śniło mi się dzisiaj, że jesteśmy na sesji- było bardzo fajnie, wszyscy zadowoleni itp. Będzie mi brakować naszych spotkań- było to dla mnie ciekawe i inspirujące.
Oglądałam niedawno zdjęcia, które Robert ma w komputerze, akurat takie sprzed 5-10 lat. Byłam wtedy innym człowiekiem, a może tym samym człowiekiem, tylko w dużo mniej ciekawym stanie. Te zdjęcia- głównie moje i moich dzieci (bo robione przez Roberta- więc on tam jest ale z drugiej strony obiektywu) napełniły mnie smutkiem. Pojawiło się pytanie (odpowiedź nieznana) w jakim stopniu to my kształtujemy nasz los a w jakim jesteśmy miotani przez wichurę historii i delikatnie popychani przez zefirek naszego przeznaczenia. Właściwe użycie inteligencji i instynktu pozwala odwrócić nawet najgorszą sytuację, ale nie zawsze jest siła na to, żeby użyć tych narzędzi, czasem brak odwagi, albo pojawią się jakieś skrupuły. Myślę, ze czasem chodzi tylko o to żeby przetrwać. A jak już się dotrwa do chwili, kiedy w świecie zewnętrznym co nieco się poprzestawia, to można wykonać jakiś ruch. Jednak zawsze jest powód, żeby odczuć coś pozytywnego: wdzięczność, odwagę, poczucie, że zrobiło sie to co się dało, wzruszenie, albo świadomość, że nic się nie dało zrobić i trzeba poczekać, albo zrezygnować, albo uszanować czyjąś śmierć, albo pomyśleć przeciez żyję i jeszcze tyle może się wydarzyć.
Piszę to chyba do siebie- bo ostatnio wiele rzeczy mnie martwi- i to mi się nie podoba, wiem, że martwienie się niczego nie zmieni i w niczym mi nie pomoże. Problemy nie są od tego, żeby się nimi martwic, tylko od tego, żeby je rozwiązywać.
Pozdrowienia
:cherry:


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt mar 03, 2009 8:45 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie:)
Czasem tu zaglądam i zastanawiam się czy jest jeszcze ktoś Tu zNaszej grupy.
Mam nadziejke ,że takk Tylko nie mamy o czym pisać.
To fakt jest po grupie...ale Ja nadal Was mam w swej pamięci...serduchu...myślach...
Inne grupy istnieją nadal.

Pisze bo ? MACIE POZDROWIENIA od ANDZREJA:)

no tak kazał Was pozdrowić.. :)

JA teraz siedze wdomku i zbieram mysli wcałość.Tak aby nic z pracy na grupie mi nie umkneło i By ruszyć do Boju znów :)
ale teraz oby bez Strachu..i na całej lini Życia! tej emocjonalnej...i fizycznej...i finansowej...itd ;)

a jak tamu Was? ciekawe czy ktoś odpisze :P

no to zmykam i JA Was Wszystkich Ściskam..TAK MOCNOOOO!!!
pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr kwi 01, 2009 1:50 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Heyka, ja zwątpiłam w to, że ktokolwiek tu zagląda. Ale widzę, ze jednak. Moja sytuacja po grupie... Nie wiem sama, troche inaczej patrzę na rzeczywistość, ale moje oczekiwania co do tego jakie chcę mieć życie i jaka chcę być chyba trochę wzrosły- przez co nie jest mi łatwiej.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy tu zaglądną.
Może się idiot'cie wybierzesz na seminarium Andrzeja. my tam chodzimy- chociaż mój mąż siada osobno- chyba z obawy, ze powiem coś przeciw niemu i woli żeby reszta osób nie wiedziała, że jest ze mną
Do wiosny dotrwaliśmy- to już coś


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Śr kwi 01, 2009 1:56 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
jolki!
dziękuje za pozdrowienia, ja z nostalgią też odwiedzam forum czekajac na jakies wpisy...
a ja rosne i rosne i zaczynamy już 7 miesiąc a płeć potomka zmienia się co USG więc cierpliwie czekam do lipca :)
bywa, że miewam tornado nastrojów i wpadam w dołki ale Błażej bardzo mnie wspiera - nie pracuje i cały czas jestem na L4 i jest to dla mnie bardzo trudne, czasem mysle, że nie wykorzystałam wszystkiego co dostałam od Grupy kiedy trwała, troche raczkiem się wycofałam...
pozdrawiam

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz kwi 02, 2009 11:45 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Bardzo się cieszę, ze Twój dzidziuś już jest prawie całkiem donoszony, jeszcze trochę i będzie gotowy wyjść na świat. Myślę, ze Ty Ann, w czasie trwania grupy ruszyłaś trochę z miejsca w którym byłaś- w końcu pojawiło się Twoje dziecię , co swoją płeć wstydliwie ukrywa. Czy udział w grupie miał na to wpływ? nie wiadomo, ale na pewno nie popchnął cię w innym kierunku.
Ja tez czuję, ze nie wykorzystałam terapii tak jak bym mogla. Ale jestem zadowolona- przynajmniej teraz mam więcej odwagi żeby popatrzeć na siebie z innej perspektywy niż ofiara lub oskarżyciel- co było moim ulubionym punktem widzenia- powoduje to niewątpliwie jakieś perturbacje w moim umyśle i duszy oraz w otaczającym mnie świecie. Teraz wydaje mi się umiałabym lepiej wykorzystać ten czas, a zwłaszcza po terapii oraz po seminariach w których biorę udział ( prowadzi je Andzrej , ogląda się nagrania z terapii prowadzanej przez Hellingera + jakieś komentarze) ma to bardziej charakter informacyjny niż terapeutyczny ale pokazuje jakąś droge do pracy. Teraz po prostu wydaje mi się że wiem nad czym powinnam pracować.. Chociaż niewiele z tej wiedzy wynika w praktyce- bo nadal moje najsłabsze punkty mają się dobrze, ale się już się tak mocno jak dawniej nie identyfikuję z nimi. To i tak regularnie mnie dopadają mimo tej jasności umysłu w tym temacie.
pozdrowienia- ciekawe czy jeszcze sie ktoś tu zjawi Pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N kwi 19, 2009 10:28 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witajcie:)
Milczałam,bo w Święta zmarła Mi babcia 92lata piekny wiek!
czasem sie zastanawiam czemu Ja niszcze Swe życie...pewnie nigdy takiego wieku nie dożyje ,a to znaczy ze połowa lat za Mną:/
Choc po pogrzebie kuzynów z mojego roku dochodze do wniosku że i Tak Jest dobrze i nie doceniam tego co Mam!
hmm? czesto są dwie strony medalu...grupa duzo Mi dała ,ale mam wrazenia że rozgrzebałam mrowisko i zwiałam:/
Kto wie co zrobiła bym teraz na gupie wkońcu odwagi nikt nie uczy!

Ann Ciesze się z Tobą ,że dzieciaczek i Ty macie się Dobrze:)
lipiec już nie daleczko...więc wysypiaj się puki możesz;)

Monia postaram się wpaść z raz na seminarium przed wakacjiami ...i was Zobaczyć:) ale jeszcze nie wiem kiedy Mi się uda.

Ściskam Was wszystkich ...tak MOCNO!!!
pa


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So sie 15, 2009 10:37 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witam ponownie Ludziska :D
Ciekawe czy ktoś tu jeszcze zNaszej grupy zagląda?
Teraz po tych 7 miesiącach zastanawiam się co u Was,jak Sobie radzicie! co u Ann jak dziecko:) co u małużeństwa zDzieckiem:) co u małużeństwa po rozstaniu,może są razem :shock: co u Moni i jej męża,czy wytrzymują :lol: co u terapełtek...terapełty smutnego..Maciusia szlachcica i Jego Dziadka;)z Krakowskiej wyprawy do rana:)
co u wszechwiedzącej:) bo u Mnie to jak zwykle Wszystko byle Dobrz Mi NIE BYŁO :D

Wiecie czasem sobie myśle że taka grupa to powinna byćw drugiej połowie za pół roku.
Choć nie wiem czy chciała bym jeszcze na Nią pujść.Pewnie tak.

Ściskam Was Wszystkich i życze Powodzenia!!!
pa.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 31, 2009 10:05 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Akurat ja sobie weszłam na forum- chociaż byłam pewna, ze nie bedzie żadnego nowego wpisu.
A jednak. Ja sobie pracuje nad moimi licznymi wadami i tymi zaletami, które akurat mi osobiście przeszkadzają w życiu- w tym czasie (od końca grupy) udało mi się coś zrobić- i jestem zadowolona, chociaz muszę przyznać, ze są tematy które zajmuja mi bardzo dużo czasu- ostatnio się mam na tapecie temat o tym jakie złudzenia mamy na temat samych siebie i jak bardzo się do nich przywiązujemy- tropię u siebie takie złudzenia- chwalebne wyobrażenia na mój temat, które powodują, ze jestem z siebie dumna- ale są absurdem i tak na prawdę złudzeniem- bo prawda jak całkiem inna- i to w dodatku tak bardzo inna, ze za cholerę nie chce się popatrzeć w jej stronę. Akurat przerabiam takie jedno wyobrażenie i mnie to chyba przerasta- bo podchodze do tematu juz prawie pół roku i ciąglę dochodzę do tego samego miejsca- ale akurat wiem że to coś co muszę rozkminić- czasem jednak mam ochotę uciec i nie grzebać sobie akurat w tej dziurze mojej duszyczki i udawać dalej że ta sprawa wygląda dokładnie tak jak mi pasuje do obrazka.
Z Robertem doszliśmy do daleko idącego porozumienia i czegoś więcej, czegoś dobrego. Nauczyłam się (o dziwo z książki) w jaki sposób przeprowadzać rozmowę na trudny tematy, tak żeby nie doszło do kłótni. Trwało to dosyć długo, książke przeczytałam chyba z 10 razy i prawie całą popodkreślałam różnymi kolorkami i popisałam na marginesach- ale po wielokrotnych próbach przeczytania ze zrozumieniem, zapamiętania o co chodzi i wdrozenia w praktyce w końcu zaczęłam osiągać rezultatu, które mnie zadziwiają- bo w sytuacjach kiedy powinniśmy pogrążyć się z kretesem w swojskiej awanturze kończy się w na jakimś wewnętrznym napięciu i wyartykułowaniu tego czego sie chce- co dawniej sie nie zdarzało i właściwie pomysł że mogłoby się się zdarzyć- musiałby być uznany za durny.
Tu akurat zadziałał mój upór- bo załozyłam, że nawet jeżeli autor ksiązki napisał ją tylko dla kasy- to zaprezentował w niej jakiś system działania który wydawał sie dosyć spójny i miał prawo zadziałać- to sobie postanowiłam że właśnie u mnie zadziała, nawet gdybym miała być jedyną czytelniczką której to coś da. Robert tej książki wcale nie czytał, ale jak widać nie musiał
To tyle o sukcesach o klęskach i kleseczkach- są a jakże pisać mi się nie chce bo na to nie zasługuja. ogólnie rzecz biorąc nawet jak jest do d... to mnie rusza ale nie tak bardzo ( jak dawniej)
Trzymaj się i chociaż ci się moze to nie spodoba WSZYSTKIEGO DOBREGO


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So wrz 05, 2009 8:37 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witaj Monia i Reszta :lol:
A jednak z podobało Mi się "Wszystkiego Dobrego" i dziekuje za te miłe zyczenia :wink:
Widzisz Ja też czasem zastanawiam się nad Sobą i prubuje nie zniszczyć tego co na grupie,ciagnąć to dalej. Niestety wnioski do jakich dochodze są czasem tak pomieszane,że pogubić się można.Rezultat z tego taki,że na zewnątrz i tak niewiele się zmienia a wnętrze? No co! jak Mi trzy osoby powiedziały jaka jestem to pod stuł się z chować ,bo Mieli racjie :cry:
A teraz przeczytałam Sobie motto A.Einstein z głównej strony instytutu...i facet tyle lat temu się urodził i miał racjie.Człowiek jest nieskończenie głupi :roll: Tyle więcej mogła bym zmienić, tyle wiecej z korzystać, tak durzo mi jest dane a tak mało robie.
Jeśli zagląda tu ktoś z innych grup? nie tchurzcie!!!nie warto ,potem jest za puźno. A to dokąd idziecie ostatecznie prowadzi do dobra./czasem :oops: ?

a tak wogule do koniec wymądrzania.
postawiłam Sobie Moniu ostatnio cel. Polubić człowieka którego nie cierpie..a powinnam kochać.

Ściskam i zdrowia życze :D


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt wrz 15, 2009 1:47 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Helo, od razu przejde do rzeczy, bo poruszyłas akurat temat, który mnie interesuje i uwazam, ze mozna kogoś kochać chociaż się nie lubi tego jak sie zachowuje, co mówi i robi - nie wiem jak to się ma do twojego tematu- ale moze nie musisz sie wcale starac polubić człowieka którego powinnaś kochać- skoro go nie lubisz- mozesz dalej nie lubić- ale moze możesz sobie spokojnie kochać- czuć ze zyczysz mu dobrze, ze nie ma w Tobie złości ze sie mozesz chociaż w myslach (jak ci trudno prosto w oczy) do tego człowieka usmiechnąć. NIE MUSISZ TEZ NIKOGO KOCHAC ALE MOZE CHCESZ- bo dobrze jest kochać.

pozdrowienia i powodzenia


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pt wrz 18, 2009 8:56 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Witaj Moniu:)
hmm? ale słowa,musiałam nad nimi pomyśleć...
Pewnie,ze nie musze Nikogo Kochac ,aleczy nie do tego człowiek stworzony? i do nienawiści? wsumie oba uczucia są sobie bliskie.

Można czuć ,że komuś dobrze życze ,ze jest Mi bliski.A z drugiej strony nieznosić zachowania tej osoby.Ale czy to jest dobre dla Mnie. Dwa tak przeciwstawne uczucia w emnie wstosunku do jednej osoby...zderzające się co krok...no nie wiem?
dlamnie kochać to nie tylko rzyczyć komuś dobrze to akceptować drugą osobe,to przyjąć jego wady bez złości w sobie,bez iritacji.

A tak ogulnie to pominełaś slowo "niecierpie"
no właśnie Moniu Ja chyba miałam na mysli pisząc te slowa,ze chcę odnaleźć w Sobie uczucie sympati ,które schowało się gdzies głęboko za ostrymi słowami i zlością. Bo człowiek może lubić i nieznosic tylko wtedy tak naprawde czesto przykrywam jedno drugim.I to odemnie zalezy co wybieram. złość czy dobroć.
A do Kochania...czyli akceptacji to daleka droga.

No ale pewnie sie myle :wink:
zatem zmyka i poprostu Moooocno Cię Ściskammmm :D


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Pn wrz 21, 2009 9:16 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
czaść,
Ja jestem zwolennikiem kochania i lubienia siebie samej i wydaje mi się, że Ty się powinnaś na tym skupić. Jak już będziesz się kochać, lubić itp to będziesz na dobrej drodze, zeby okazywać pozytywne uczucia innym, bo jak mażesz je okazywać kiedy ich w tobie nie ma? Nie ma w tym nic nowego i odkrywczego, że jak człowiek warczy na innych to przeważnie jest zły na siebie.
Oczywiście w Twoim przypadku to trudne, ale może powinnaś codziennie wybierać coś niewielkiego co jest najlepsze dla Ciebie - np na śniadanie jakąś super wypasioną kawę albo moze jakiś makijaż??? nie wiem co ale coś tak małego, zeby Cie nie przeraziło
U mnie się dużo zmieniło. Po zakończeniu terapii na grupie wzięłam udział w 3 dniowych warsztatach i zrobiłam sobie ustawienie- które okazało się trafione i naprawdę mi pomogło- jego efekt jest taki, że "muszę" zamieniłam na "chcę/niechcę"- niby nic, ale w moim przypadku okazało się to wielkim problemem i wielkim krokiem naprzód. mam teraz w sobie dużo spokoju i czuje się naprawdę wolnym człowiekiem (a przynajmniej wolnym od brania wszystkiego do siebie).
W efekcie tego ustawienia zniknął jeszcze jeden mój problem- ze starszym synem- bo On sobie też zrobił ustawienie 2 miesiące po moim- no i dopiero u niego można naprawdę zobaczyć jak to działa- sama się nie mogę w to uwierzyć, ale to jest naprawdę. to co było nie do zniesienia teraz jest całkiem do przyjęcia- a być może pójdzie to jeszcze dalej.
Może trochę odbiegłam od tematu, chociaż to się razem wiąże- ja naprawdę kochałam mojego syna, ale jego zachowania nienawidziłam- jednak to jakby dla mnie nie miało wiele wspólnego z jego osobą tylko z problemami jakie miał czy sobie wymyślał- teraz często jest tak, że jego zachowanie równiez sprawia mi przyjemność i je lubię - ale wcale nie kocham go przez to bardziej- czuję tylko ulgę.
Jednak życie jest piękne
Pozdrowienia ode mnie i Roberta


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Wt wrz 22, 2009 2:35 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Hej.
Właściwie to wpadłam tutaj się pożegnać,ale jak już jestem:)
To widze ,ze Ty tesz uwierzyłaś w słowa Andrzeja.Że to niby nie umiem się niczym cieszyć..czytam kochać.A JA na to guzik prawda:)
Lubie dobre filmy,muzyke,cieszyć się zielenią wiosny,kolorami jesieni.Ptakami które śpiewają w sadzie sąsiada. A zwierzaki ile dają wesołych wspomnień:)
Może nie wpadam w zachwyt tak jak Andrzej na temat swojego samochodu/ach och;)/ale poprostu mam dystans swiadomość że to tak naprawde kupa kasy-puźniej złomu który tak naprawde ma słuzyć do jerzdrzenia.I ważne by mieć gdzie,zaco i do kogo.A osobiście bardziej podoba Mi sie pikap:)
Ustawienia mowisz Moniu.
hmmm ?Dobrze ,że Tobie i Twemu Synowi pomogły.
Mnie osobiście na grupie tyle samo dały dobrego co złego.
Szukałam pomocy dla łatwiejszego zycia,a tak właściwie w tym żadna zmiana.
No tak ! wyższe Kwestie:)
Szacunek ,pokora,Ktoś Wyższy.
tylko co poszacunku dla człowieka który ma mnie nawet nie za nikogo ale za Nic. bo mysle ,czuje i kocham inaczej.
I co bo wierze w Osoby Wyższe jak ci którzy wierzą chodzą do kościoła komuni ,po wyjsciu są zdolni uderzyc kołem w tył głowy/jak mój sąsiad/
gniewac się i potepiac. Oni też są przcież wierzący.Więc czy coś zmienia fakt ,ze My po grupie mamy świadomość czegoś wiecej? nie sądze.
W piśmie pisze,że Ci którzy więcej otrzymują bedą bardziej Sądzeni.
Więc czy wogule sens?
Jakoś zauważyłam,że im ktoś wredniejszy tym lepiej mu się wiedzie.

No nic! Życze WAM Moniu i Robercie Dużo Dobrego.
a JA sie żegnam na zawsze z tą stroną.Jakoś za duzo osób czyta te słowa,
osób ktorych nawet nieznam.

Zegnam..IDIOT.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: Cz wrz 24, 2009 8:31 am 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 11:53 am
Posty: 55
Piszę jednak na wypadek gdybyś jednak zabłąkała się tu jeszcze raz. Masz rację- coś się za bardzo zaczęłam wymądrzać a tak naprawdę to wiemy o drugim człowieku to co widzimy z tą poprawką, że widzimy dosyć niedokładnie, bo się niezbyt uważnie przyglądamy a potem żeby połechtać swoje ego interpretujemy tego kogoś i juz mamy gotowe tzw zdanie na jego temat. Przyjemnie mi się czytało,jak pisałaś o tym co lubisz.
trzymaj się


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: So lis 21, 2009 8:07 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt cze 24, 2008 10:49 pm
Posty: 31
Dziekuje Moniu :) trzymam się ...wiatru zębami tylko,że mi ciągle ucieka
ten wiatr :x
I nie wymądrzałaś się.Każdy ma jakieś własne zdanie.
Szkoda,że tak żadko wiadomo czyje właściwe.
I ze tak naprawde Sami na Swój własny charakter tak nie wiele wiemy>znaczy JA niewiele wiem wciąż o sobie.
Jeszcze raz Ściskam i żegnam 8)


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł:
PostNapisane: N lis 22, 2009 9:25 pm 
Offline

Dołączył(a): Wt wrz 02, 2008 2:48 pm
Posty: 12
i tak mnie tknęło i postanowiłam zobaczyć czy ktoś zagląda...
ja od 16.07 jestem mamą Jasia. Jaś jest śliczny i cudowny i kochany. pozdrawiam całą naszą grupę.
:)

_________________
an.


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: Pn sty 30, 2017 4:03 pm 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn sty 30, 2017 3:45 pm
Posty: 1
Lokalizacja: Poland
ekipa z wrocławia mocno zapracowana. A jest ktoś kto ma czas też w środku tygodnia?

_________________
http://apolonia-med.pl/


Zgłoś post
Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 163 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Możesz rozpoczynać nowe wątki
Możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group Color scheme by ColorizeIt! modified for pocieszka.pl
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL